A Ghost Story (2017, reż. David Lowery)

Dla Davida Lowery’ego wszystko rozpoczęło się melodramatem pt. Ain’t Them Bodies Saints, w którym główne role zagrali Casey Affleck i Rooney Mara. Dzięki dobrze wykonanej robocie, Disney podpisał z reżyserem kontrakt na wysoko budżetową animację Pete’s Dragon – remake’u klasycznej animacji z 1977 roku. Lowery stworzył wzruszający i familijny film – dokładnie taki, jakiego zapragnęli sobie siedzący przy okrągłym stole włodarze filmowej wytwórni Disneya – otwierając sobie dzięki temu jeszcze więcej drzwi w Hollywood. Niewiele osób natomiast wie, że za część swojej gaży zarobionej na filmie nakręconym dla Disneya David Lowery stworzył jeszcze mniejszy film, niż Ain’t Them Bodies Saints, również obsadzając Caseya Afflecka (świeżo po Manchester by the Sea) i Rooney Marę w rolach głównych. Rezultatem jest niesamowicie piękny obraz, który ma widzowi dużo do powiedzenia, nie potrzebując przy tym wielu słów, by przekazać swoje znaczenie. 

Pomimo tego, że bohaterzy grani przez Afflecka i Marę nie mają imion (napisy końcowe ujawniają, że należy się do nich odnosić kolejno jako „M” i „C”), wystarczy kilka pierwszych scen, by zdać sobie sprawę, że ich małżeństwo jest idealnie zespolone. W ich życiu pojawia się decyzja o wyprowadzce z domu, który wynajmują, mającego swoją historię i charakter, jaki Affleck tak bardzo lubi w zupełnie nowe miejsce. Przeznaczenie ma jednak wobec nich inne plany. Affleck ginie tragicznie w wypadku samochodowym, do którego dochodzi właśnie niedaleko domu przez nich zamieszkanego. Po tym, jak Mara identyfikuje ciało swojego męża w kostnicy, podnosi się ono ze stołu, opatulone w białe prześcieradło, którym było przykryte i zmierza w kierunku… swojego domu. Przez resztę filmu będzie przynależeć do nieruchomości, nieinwazyjnie wkraczając w życie mieszkańców, zaraz po swojej śmierci oraz na długo po tym wydarzeniu. 

David Lowery porzuca szeroki format obrazu ze swojego poprzedniego filmu na rzecz mniejszych proporcji – 4:3. Ten format, używany kiedyś w filmach niemych i w trakcie początków telewizji sprawia, że A Ghost Story jest wręcz ekstremalnie efektowny. W pewnych momentach ogląda się go jak właśnie niemy film. Długie, pojedyncze ujęcia kreują dość ciekawy aspekt naruszania intymności bohaterów przez widza, gapiącego się w przydługawych scenach na ekran, czując się przy tym nieswojo. Ciekawy zabieg, niespotykany jeszcze przeze mnie w żadnym innym filmie. Przez większość seansu miałem wrażenie, że oglądam coś surowego, prawdziwego, intymnego i bardzo osobistego. Z tego wszystkiego miałem ochotę spojrzeć w inną stronę, nie mogąc oderwać oczu od ekranu. 

Scena, w której Rooney Mara je ciasto, wydaje się trwać nieskończenie długo i jest wręcz odpowiednikiem filmowego dyskomfortu, portretując szczerą reakcję żałobną, na którą w innych filmach reżyserzy nie zostawiają tyle miejsca. Śledząc tak polskie, jak i zagraniczne serwisy filmowe, muszę stwierdzić, że rola Rooney Mary jest niedoceniona, będąc tak istotną dla całego obrazu. Wizualnie demonstruje ona cały wachlarz emocji towarzyszący radzeniu sobie ze śmiercią ukochanej osoby. Wspomaga ją przy tym reżyser, nie skracając ujęcia, tak jak miałoby to miejsce w innych filmach – w celu posuwania się naprzód. W życiu, podczas radzenia sobie z tak traumatycznym przeżyciem, nie zapominamy o całej sytuacji. Nie staramy się za wszelką cenę posuwać się naprzód i żyć dalej. David Lowery zdaje sobie z tego sprawę, obserwujemy więc ducha, który z kolei obserwuje życie toczące się już bez jego udziału. Gdy Mara zaczyna jeść ciasto, widzimy Afflecka w prześcieradle bacznie obserwującego swoją żonę. W momencie, kiedy kamera zaczyna koncentrować się w pełni na Rooney Marze, duch powoli wtapia się w tło, jednak jego obecność jest ciągle odczuwalna. Wystarczy zerknąć na dowolne miejsce na ekranie, by zauważyć, że ciągle tam jest, koncentrujemy się jednak na Rooney Marze. Jej subtelnie eskalujące doświadczenie sprawia, że obecność ducha jej męża przestaje być złowroga lub niepokojąca, stając się częścią historii i charakteru domu, którego tak za życia kochał.

Film Davida Lowery’ego porusza nie tylko temat utraty bliskiej osoby, lecz także temat piętna upływającego czasu i znaczenie dziedzictwa. Lowery robi bardzo dobry użytek z tego, że w filmie czas nie zawsze jest linearny, tworząc dzięki temu sceny nasączone miriadami emocji, które chce przekazać widzowi. Wielkie brawa należą się Affleckowi, że pomimo noszonego prześcieradła jest w stanie wespół z reżyserem przekazać ich jeszcze więcej – czy to stojąc jako zwykły obserwator, czy też poruszając się płynnie, w wolnym tempie, ze świadomością niezrealizowanego celu. Nigdy się nie spieszy. Przecież jedyne, co posiada, to czas. 

 

Obserwacja jest kluczem do ujrzenia bogactwa znajdującego się pod przyziemnymi i zwykłymi wydarzeniami w życiu człowieka. Gdy ziemski czas biegnie do przodu, a duch głównego bohatera cierpliwie obserwuje, zauważamy transcendencyjną naturę postępu i bezradność wobec tego, jaką marną cząstką pyłu jesteśmy w oczach wieczności. A Ghost Story stara się przemycić też prostą prawdę o naszej niezmieniającej się przez pokolenia ludzkiej naturze. Pomimo różnych naszych żyć, doświadczeń i historii ciągle staramy się znaleźć cel i znaczenie naszej obecności, pragnąc zostawić w trakcie króciutkiego życia jakikolwiek ślad, dzięki któremu zostaniemy zapamiętani. Dlaczego tak bardzo chcemy być zapamiętani? Ze strachu przed nicością. Pragniemy dziedzictwa, które zgra się z naszymi nadziejami i ideałami długo po naszej śmierci, często wątpiąc w to, że mamy jakikolwiek na to wpływ. I nawet jeśli wszystko, co robimy wydaje się nie mieć znaczenia wobec bezmiaru czasu, kosmosu, głębszych pytań o naturę Boga, sensie istnienia czy wieczności, to mniejsze czynności, które wykonujemy mają największe znaczenie. A nasza ludzka esencja i cząstka duszy ma odzwierciedlenie w życiu codziennym. Rzeczy, które są trywialne w zderzeniu z ogromem, jakim jest życie i wszechświat – takie jak ciasto, które zjadamy, karmiąc się bardziej emocjami niż wypiekiem, czy zdobycie ośmiotysięcznika – wszystkie mają znaczenie. Może nie dla innych, ale na pewno dla nas samych.  

Ci szukający konwencyjnego filmu lub tragicznej historii miłosnej w tradycyjnym sensie, będą zawiedzeni przez A Ghost Story. Nie będzie to jednak wina filmu, a widza, którego oczekiwania najzwyklej w świecie nie zostały spełnione. Może to być spowodowane tym, że ogląda coś zupełnie innego, niż to, co według niego prezentował zwiastun. Albo kontrastujące doświadczenie tego, co z reguły ogląda na ekranie swojego telewizora. Dla wszystkich innych film ten będzie kompleksowym seansem, nagradzającą i piękną historią o znaczeniu życia w oczach duchowego bytu. To film, który trzeba zobaczyć albo chociaż spróbować zobaczyć, i który będzie nawiedzać jeszcze długo po obejrzeniu. Nie będzie to łatwy seans, ale rzeczy warte zachodu nigdy nie przychodzą łatwo. Ten sekretny film Davida Lowery’ego, zrobiony przy bardzo niskim budżecie jest filmem definiującym swojego reżysera. I będzie to robił na długo po tym, jak ten zakończy swoją, miejmy nadzieję, bardzo owocną filmową karierę. 

Chcielibyście zostać patronami Fantasmarium i pomóc nam w dalszym rozwijaniu portalu? Gorąco zapraszamy do odwiedzenia naszego profilu w serwisie Patronite:



Categories: Filmy

Tags: , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: