Być w Cieniu – „Karnawał dusz” (1962), reż. Herk Harvey

Karnawał dusz uznawany za klasyka, ale niesłusznie odchodzący w zapomnienie. Dzieło zaliczane po prostu do horroru, lecz najbliżej mu do weird fiction. Budzące grozę i wywołujące drażniący niepokój, ale straszące nietypowo. Na czym polega niezwykłość tego filmu? Zapraszam do lektury naszego artykułu.

Pewnego dnia…

Mary cudem unika śmierci w wypadku drogowym, jednakże jej przyjaciółki nie miały tyle szczęścia. Niedługo po tym wydarzeniu kobieta przeprowadza się do innego miasta i pragnie zacząć wszystko od nowa. Przyjmuje posadę organistki, lecz jej wyczekiwany spokój zakłóca tajemniczy mężczyzna. 

W taki oto lakoniczny sposób można przedstawić fabułę filmu Karnawał Dusz. Przy wyborze horroru kierujemy się motywem bądź elementem, który ma nas przerazić, przygotować na spotkanie – no właśnie z czym? Najprawdopodobniej ze złem. Tajemniczość, dziwność, nienaturalność, dewiacje – to podstawy porządnej opowieści grozy. Do tego dodajmy niewinną, samotną, filigranową blondynkę, która jest w centrum okropnych wydarzeń, i mamy przepis na wydawany co roku horror. Jednakże nie można w taki sposób podsumować historii Karnawału dusz. Dlaczego więc zwracamy uwagę na tajemniczego mężczyznę? Słusznie będzie on wywoływał u nas poczucie dyskomfortu. Aczkolwiek to nie on, a wypadek i wszystko, czego doświadcza Mary, stanie się przyczyną prawdziwego koszmaru bohaterki. 

Duch!

Źródło:https://www.entertainment-focus.com/film-section/film-reviews/dvd-blu-ray/the-criterion-collection-carnival-of-souls-blu-ray-review/

Herk Harvey posłużył się niewinnym „oszustwem”, bowiem film ma się stylizować na typowe ghost story. Sugeruje to postać trupiobladego człowieka, który pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach (chociażby jego podobizna pojawia się i nagle znika na szybie samochodu) i prześladuje straumatyzowaną bohaterkę. W ten sposób reżyser tworzy wyczuwalne napięcie, nerwową aurę wokół kobiety, tak że jesteśmy niemalże pewni, iż za niedługo Mary stanie się coś złego. Jej spotkanie z nadprzyrodzoną siłą okaże się tragicznym końcem cudownie ocalałej Mary. Do tego jeszcze dochodzi upiorna, złowroga muzyka organowa, która towarzyszy nam przez cały czas trwania filmu. Widz może mieć wrażenie, że opowiadana historia pójdzie w kierunku nieczystych duchów, nawiedzenia, lecz jest to sprytna zagrywka reżysera. Hark Harvey przygotowuje nas na coś gorszego. 

Horror metafizyczny  

Nigdy nie możemy mieć pewności, co to jest ‘być’, jako że doświadczamy wprost nie bycia, lecz nieustannej utraty naszego istnienia w bezpowrotnym ‘minęło’. 

L. Kołakowski, Horror metaphysicus, przeł. M. Panufnik, Res Publica, Warszawa 1990, s. 38. 

Prawdziwą grozą okazuje się nie to, co nadprzyrodzone, lecz to co nigdy dotąd niepoznane – śmierć. Starożytni albo ją akceptowali, albo zupełnie ignorowali, by złagodzić cierpienie i strach. Tym samym stała się tematem, o którym nie wypada rozmawiać, a jeśli już ją wspominamy, to staramy się się nadać jej religijny kontekst.  

Jednakże jest ona realnym zagrożeniem. Myślenie o śmierci doprowadza do odczuwalnego przerażenia egzystencjalnego! Żyjąc z dnia na dzień, dostrzegamy przypadkowość naszego losu, a także to, że nie jesteśmy częścią (bożego) planu.

Tak też poznajemy historię głównej bohaterki Mary, która akurat była na przejażdżce z koleżankami i akurat ze względu na widzimisię przyjaciółki stała się ofiarą wypadku – kobiety przez zrządzenie losu utonęły, spadłszy z mostu. I na tym moglibyśmy zakończyć ten tragiczny splot wydarzeń, lecz reżyser nie mówi tutaj ostatniego słowa, przedstawia nam interpretację procesu umierania, który wydaje się być zdecydowanie gorszy, straszniejszy niż sama śmierć. 

Ponoć w trakcie ostatniego momentu świadomości, nim pochłonie nas mrok, jest doświadczenie halucynacji czy wspomnień dotyczących całego naszego życia. A co jeśli finalne złudzenie będzie bardzo realnym koszmarem? Nie możemy oswoić się z tą chwilą, gdyż każde z nas wobec śmierci jest debiutantem, a wspomniany koszmar nie przygotowuje, a raczej znienacka atakuje nas swymi mackami. Pożera duszę, aż bezpowrotnie ona zniknie bądź zastygnie jak reszta umarłych, w pozie widmowych cieni zawieszonych w upiornym tańcu potępionych, odrzuconych przez życie.

Czy Herk Harvey oferuje nam jakieś pocieszenie? Czy Karnawał dusz dąży do katharsis? Wydaje mi się, że nie i z artystycznego punktu widzenia było to dobra decyzja. Z czysto ludzkiego natomiast – rozwiązanie budzi tylko bezsilność i głęboką rozpacz. Dlatego ten film nie tyle straszy, co pozostawia widza z ukrytym poczuciem niepokoju, które towarzyszy nam od narodzin, a zostaje wydobyte w takich właśnie chwilach. Ponadto zostajemy tym wszystkim samotni, tak jak Mary.   

Krocząc przez mroki duszy

Podczas oglądania Karnawału dusz miałam wrażenie, że mara głównej bohaterki jest osobliwą projekcją ukrytych, tłumionych przez nią emocji. Według teorii Carla Gustava Junga człowiek spycha do nieświadomości wypierane nasycone energią kompleksy, naszą ułomna naturę. Nazwał ją Cieniem – przestrzenią niedostrzegalną na pierwszy rzut oka i ciągle rozlewającą się wokół, pochłaniającą w mroku pęczniejące w nas skazy. 

Mary, która doświadcza osobliwej halucynacji (o tym świadczy m.in. rozpływający się niekiedy ekran – jakby Mary śniła bądź się topiła), odtwarza swoje fantazje, lęki, urojenia i paniczny strach przed tym, kim nigdy prawdopodobnie nie była. W trakcie filmu można odczuć wyraźne napięcie – trudno jest uwierzyć w dobrą kondycję psychiczną kobiety, a także w jej niezwykłą wręcz niezależność i determinację.

Bohaterka pracuje jako organistka w kościele, lecz podkreśla, że to tylko praca. Jest samotna z wyboru i dobrze jej z tym. Mężczyznę z pensjonatu, w którym tymczasowo mieszka, traktuje z przymrużeniem oka – otwarcie go kokietuje, żeby po chwili być wobec niego obojętna. Jej zachowanie wydaje się kontrowersyjne, a wpływa na to fakt, że w życiu kobiety możemy zauważyć wiele sprzeczności. 

Motyw pełnej napięcia seksualności między bohaterami mocno wpływa na uczucie grozy odczuwane przez widza. Mary, niezależna kobieta, jest naraz osaczona nie tylko przez tajemniczego, upiornego mężczyznę, który w zasadzie nie robi jej krzywdy, ale wywołuje poczucie strachu, lecz także sąsiada z pokoju obok, który staje się coraz bardziej natarczywy, a jego propozycje są prostackie i agresywne. 

Herk Harvey zastosował ciekawy zabieg, gdyż teoretycznie widz jest skonsternowany – zastanawia się bowiem: czego ma się bać? Czegoś nadprzyrodzonego, nachalnego mężczyzny, który chce wykorzystać i skrzywdzić Mary, czy samej bohaterki, która jest dziwna. Ukryta seksualność oraz uczucie niepokoju, charakteryzują również chociażby utwory klasyka weird fiction, Roberta Aickmana. Jeśli spodoba się Wam Karnawał Dusz, myślę, że powinniście sięgnąć również po tę lekturę.

Według mnie reżyser zwizualizował to, co Mary doświadczyła w swoim życiu oraz to, kim nie miała szansy się stać. Koszmar kobiety stał się swoistym piekłem, które musiała intensywnie przeżyć tuż przed śmiercią. 

Kim zatem był ów tajemniczy mężczyzna? Miałam wrażenie, że jest on osobliwym psychopompem (w religii jest to istota przeprowadzająca duszę do krainy umarłych), który ma uświadomić Mary, że naprawdę umiera. Moment ostatniego doświadczenia życia, nie jest zatem projekcją szczęśliwych klatek naszego istnienia, lecz realnym koszmarem, gdzie w natężeniu doznajemy, wszystkich złych rzeczy, jakie nas spotkały i co prawdopodobnie utraciliśmy bezpowrotnie. Natomiast główna bohaterka pragnie żyć, pragnie uciec od ograniczeń, czego przykładem może być fascynacja opuszczonym miasteczkiem rozrywki. Jednakże czy tego bohaterka chce czy nie, upiór z każdym momentem jest coraz bliżej, aż ostatecznie ją pochłania.

Podsumowując:

Karnawał dusz to klimatyczny horror, w którym brak bezrefleksyjnego źródła strachu. Herk Harvey umiejętnie oszukuje nas konwencją ghost story, aby naraz zaskoczyć widza egzystencjalnymi przemyśleniami. Ponadto film jest utrzymany w onirycznej atmosferze, co świetnie komponuje się z czarno-białą estetyką dzieła. A to wszystko wpływa na mroczną i ciężką atmosferę filmu. W Karnawale dusz nie uświadczycie jump scare’ów ani złowrogich potworów. Przerazi Was to, o czym nie mówimy głośno i od czego odwracamy wzrok. Szczerze polecam!



Categories: Filmy, Horror - książki

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: