„Echopraksja” Peter Watts – hard sci-fi

Nie będę ukrywał, że Peter Watts to jeden z moich ulubionych pisarzy, a Ślepowidzenie i Rozgwiazdę uważam za prawdziwe arcydzieła sci-fi. Czy Echopraksja, kontynuacja pierwszej z wymienionych wyżej powieści, jest równie niezapomnianą, dającą do myślenia lekturą? Przekonajmy się. 

"Echopraksja" Peter Watts - kontynuacja "Ślepowidzenia"

Rzeczywistość to jest coś, co nie znika, kiedy przestaje się w to wierzyć. 

Philip K. Dick, Valis

Peter Watts – pisarz hard sci-fi

Zanim przyjrzymy się samej książce, myślę, że warto poświęcić kilka słów samemu kanadyjskiemu pisarzowi. Peter Watts, z wykształcenia biolog morski, polskim czytelnikom znany jest zarówno z powieści hard sci-fi, jak i serii felietonów w czasopiśmie “Nowa Fantastyka”. Co ciekawe, jego książki uzyskały prawdziwy rozgłos dopiero po ukazaniu się w Polsce, zaraz potem dzieła autora zostały obsypane międzynarodowymi nagrodami. 

Podobnie jak w przypadku swoich pozostałych powieści, tak i tutaj Wattsa dużo czasu poświęcił na zbieranie informacji naukowych, nawiązujących do przedstawionych w książce wydarzeń. Co więcej, na końcu Echopraksji znajdziecie posłowie autora, gdzie odnosi się on do każdego z głównych pomysłów wykorzystanych powieści oraz podaje źródła, z których korzystał. Należy też wspomnieć, że język stosowany przez Wattsa do najprostszych nie należy, pisarz często wykorzystuje terminy naukowe (na szczęście większość wyjaśnia w przypisach), mające duże znaczenie dla właściwego odbioru przedstawianych wydarzeń. Echopraksja z pewnością nie jest lekką książką, którą można zabrać na plażę, czy do tramwaju. 

Echopraksja – nietypowa twarda fantastyka naukowa

W 2082 roku doszło do pierwszego kontaktu z obcą cywilizacją – sześćdziesiąt dwa tysiące Świetlików otoczyło Ziemię siatką, żeby chwilę potem po prostu zniknąć. Ludzkość postanawia zatem wysłać w kosmos statek kosmiczny – Tezeusz, z załogą wysoce wyspecjalizowanych fachowców pod dowództwem hiperinteligentnego wampira Jukki Sarastiego, aby spróbować skomunikować się z kosmitami.

Skupić się na raju, oznacza stworzyć piekło

Akcja Echopraksji zaczyna się czternaście lat po opisanych wcześniej wydarzeniach, z którymi bliżej możecie zapoznać się w trakcie lektury Ślepowidzenia. Wciąż nie ma żadnych wieści od załogi Tezeusza, a przyszłość naszej planety wydaje się malować w bardzo ponurych barwach. Świat nękany jest przez różnego rodzaju kataklizmy, plaga zombie zbiera coraz większe żniwo, giną rafy koralowe i kolejne gatunki zwierząt, miłość do kogoś można po prostu zaprogramować, a ludzie uciekają przed rzeczywistością do cyfrowego Nieba. 

Głównego bohatera, biologa Daniela Brüksa, poznajemy w momencie, gdy postanawia osiedlić się na pustyni, po tym jak wyniki jego badań posłużyły do ludobójstwa. Jedynym sąsiadem mężczyzny jest tajemniczy Zakon Dwuizbowy, którego członkowie, dzięki wykorzystaniu zaawansowanej technologii połączyli swoje umysły na coś w kształt roju. Myślę, że właśnie tutaj pojawia się jeden z ciekawszych elementów przedstawionych w powieści Echopraksja, a mianowicie – dwuizbowcy nie polegają na nauce, ale wierze. Członkowie zakonu, po wejściu w stan  przypominający uniesienie religijne, w jakiś sposób uzyskują informacje, pozwalające im na dokonywanie rewolucyjnych odkryć.

Właściwie cała nauka polega na korelacjach. Nieważne, jak efektywnie opiszemy jedną zmienną za pomocą innej, te równania zawsze będą się opierać na jakiejś czarnej skrzynce. (Św. Herbert ujął to chyba najbardziej zwięźle, stwierdzając, że wszystkie dowody w nieunikniony sposób sprowadzają się do niedowodliwych założeń). 

W Echopraksji Watts pokazuje, że w gruncie rzeczy wcale nie tak wiele różni naukę i religię – w obu przypadkach pokładamy naszą wiarę w coś, czego tak naprawdę nie jesteśmy w stanie udowodnić. Jak zauważa jeden z bohaterów powieści, największą przewagę tej pierwszej jest fakt, że działa ona w otaczającym nas świecie i po prostu przynosi lepsze efekty. Warto tutaj wspomnieć, że sam Watts stwierdził, iż Echopraksja, to twarda fantastyka naukowa, oparta na wierze w Boga.

Echopraksja a wolna wola

W ogóle nie patrzymy na świat, patrzymy na taki model, taką karykaturę, którą mózg sklecił sobie ze światła na paru długościach fal i odrobiny wrażeń dotykowych.

Właściwa akcja Echopraksji zaczyna się w momencie, kiedy Brüks, w wyniku kilku trudnych do przewidzenia wypadków trafia na pokład statku kosmicznego Korona Cierniowa z załogą Dwuizbowców oraz wampirzycą Valerie i jej oddziałem zombie. Spokojnie, Echopraksja nie jest jedną ze sztampowych historii, w których zwykły człowiek wykazuje wyższość swojego umysłu i sprytu, nad geniuszem z pozoru potężniejszych od siebie istot. Jaką rolę, jeśli jakąkolwiek, ma zatem do odegrania Brüks na pokładzie Korony Cierniowej? O tym będziecie już musieli przekonać się sami.  

Znalezienie naturalnego prawa moralnego jest niemal niemożliwe. Natura nie zna zasad. Nie daje nam żadnego powodu, by wierzyć, że należy szanować ludzkie życie. Natura w swej obojętności nie rozróżnia między dobrem i złem.

Rozważania na temat tego, czym jest wolna wola i czy coś takiego w ogóle istnieje, to jeden z tematów przewodnich powieści Echopraksja (każdy miłośnik twórczości tego pisarza, zna już z pewnością jego zdanie na ten temat). Niemal wszyscy najważniejsi bohaterowie książki, w taki czy inny sposób muszą zmierzyć się z tymi pytania – rozpaczliwie poszukujący syna pułkownik Jim Moore (o którym możecie przeczytać też w opowiadaniu The Colonel), wspomniany wcześniej Daniel Brüks, czy nawet wskrzeszona po tysiącach lat wampirzyca Valerie. Echopraksja Wattsa zachęca nas, między innymi, do zastanowienia się, czy faktycznie mamy możliwość decydowania o swoim życiu.

Bóg – wirus 

W trakcie  jednej z rozmów między bohaterami zostają przytoczone obecnie bardzo popularne teorie, jakoby wszechświat był w rzeczywistości hologramem lub symulacją. Watts wzbogaca ten pomysł o jeszcze jeden element, a mianowicie Boga. Oczywiście nie jest to starszy pan z siwą brodą siedzący gdzieś na chmurce, ale jakaś istota, czy energia nie pasująca do standardowego wyobrażenia otaczającego nas świata, potrafiąca łamać panujące w nim zasady.

W takim przypadku, jeśli wszechświat rzeczywiście byłby symulacją, nietrudno wyobrazić sobie Boga, jako rodzaj wirusa. Niepokojąca wizja, czyż nie? Myślę, że podobnie jak powieści Philipa K. Dicka (np. Trzy Stygmaty Palmera Eldritcha), tak i dzieła Petera Wattsa do pewnego stopnia można nazwać lovecraftowskim horrorem, w przebraniu sci-fi. 

Jaka byłaby rola człowieka w takim wszechświecie? Czy możemy wierzyć nauce? Czym tak naprawdę jest śmierć? Do zadania sobie między innymi takich pytań prowokuje nas w książce Echopraksja Peter Watts. 

Podsumowując:

Echopraksja to bardzo dobra powieść hard sci-fi i godna kontynuacja arcydzieła, jakim jest według mnie Ślepowidzenie. Oczywiście, można spotkać się z głosami, że bohaterowie byli tutaj mniej wyraziści niż w przypadku poprzednika, a niektóre wątki nie do końca wykorzystane i do pewnego stopnia jestem w stanie się z nimi zgodzić. Uważam jednak, że bardzo niewiele książek sci-fi mogłoby wyjść obronną ręką z takiego porównania. Warto zatem docenić Echopraksję za to, czym jest – pełną wspaniałych pomysłów powieścią hard sf, która pozostaje z czytelnikiem jeszcze na długo po zakończeniu lektury. 

Ocena: 9/10

PS. Czytaliście? Jak Wy oceniacie tę powieść? Bardzo proszę, dajcie znać w komentarzach.



Categories: Fantastyka naukowa (sci-fi), Książki

Tags: , , , , , , , ,

2 replies

  1. Ślepowidzenie czytałem jakiś czas temu. Miałem jednak pewne obawy co do czytania Echopraksji. Być może było to wynikiem pewnego zawodu Trylogią Ryfterów, która w ostatnim tomie jakby chciała wszystko wytłumaczyć i prowadzić za rączkę. Po Twojej recenzji postanowiłem jednak złapać się za ebooka i go przeczytać. Dzięki! 😉

    • Fakt – ostatni tom z „Trylogii Ryfterów” jest rozczarowujący.
      Bardzo mi miło i daj znać zatem po lekturze proszę, jak Ci się podobało. 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: