„Nawiedzony Dom na Wzgórzu” Shirley Jackson – recenzja

A sam Dom na Wzgórzu, choć nienormalny, opierał się samotnie o swoje pagórki i tulił ciemność w swym wnętrzu. Stał tak osiemdziesiąt lat i zapewne stać tak będzie przez następne osiem dziesięcioleci. W środku ściany wznosiły się pionowo do góry, cegły przylegały równo jedna do drugiej, podłogi były w całkiem niezłym stanie, a drzwi – dobrze zamknięte. Pomiędzy drewnem a kamieniami Domu na Wzgórzu zaległa cisza, a to co po nim chodziło, chodziło samotnie.   

Shirley Jackson udało się osiągnąć to, o czym każdy pisarz marzy – doskonały opis, który wywołuje chłód i mrowienie w karku. I zapewniam Was, ten fragment, to dopiero początek. Powieść grozy, która wychodzi poza ramy zwyczajnego dreszczowca, jest studium przypadku zranionej duszy; duszy będącej w stanie kryzysu egzystencjalnego. Przy czym pisarka absolutnie nie wykorzystuje cliché i nawiedzony dom jest czymś więcej niż metaforą.  

Na początek przyjrzyjmy się fabule Nawiedzonego Domu na Wzgórzu. Doktor Montague, filozof, uważa, że jest coś więcej niż tylko rzeczywistość, jaką widzimy na co dzień. Chociaż wstyd się do tego przyznać w czasach, kiedy już mało kto wierzy w duchy. Praca na uczelni, tytuł naukowy w zasadzie dodają prestiżu albo wymówki, aby prowadzić bez rumieńca na twarzy badania nad zjawiskami metapsychicznymi niczym dziewiętnastowieczny poszukiwacz przygód tak jak w klasycznych powieściach ghost story M.R. Jamesa – Opowieściach o duchach oraz Opowieściach starego antykwariusza. Bohater bardzo nienaukową działalność realizuje w wydawałoby się profesjonalny sposób. A zatem Montague wynajmuje Dom za ostatnie oszczędności, zaprasza listownie kilkoro śmiałków – asystentów, którzy zechcieliby uczestniczyć w eksperymencie i skrupulatnie notować wszelkie osobliwości.

Na jego propozycję przystają Eleanora – młoda zahukana kobieta pragnąca oderwać się od monotonii życia, Theodora – osoba, która nie lubi się nudzić i wykorzystuje okazję do przeżycia codziennych szaleństw (swoją drogą właśnie pokłóciła się z kochankiem), a także Luke – przyszły spadkobierca znaczącej rezydencji, bawidamek, lekkoduch.

Jak Dom na Wzgórzu przyjmie obcych i tak bardzo różnych od siebie ludzi? Jak poradzą sobie z niewytłumaczalnymi zjawiskami: nagle zamykającymi się drzwiami czy dziwnymi odgłosami? Kto stanie się ofiarą Domu? Kogo pochłonie jego mrok, cień rzucany przez budynek?

Lustereczko powiedz przecie…kim ja jestem?

Czytając Nawiedzony Dom na Wzgórzu, mamy wrażenie, że wszyscy główni bohaterowie, łącznie z postaciami, które później się pojawiają w powieści, są zapatrzonymi w siebie narcyzami. Eleanor (narratorka opowieści) nie tylko przedstawia nam historię widzianą jej oczami, lecz także skrępowaną część swojego umysłu, odpowiedzialną za zdolność samodzielnej egzystencji. Shirley Jackson udało się stworzyć spójną, wnikliwą analizę obrazu uszkodzonej wieloma stereotypami, wymaganiami i narzucaniem ról społecznych duszy.

Trudno zabrać się do zrozumienia sensu przedstawionych wydarzeń bez próby odczytania symboli, które powoli otwierają nam wrota do zranionej psychiki Eleanor. Kubek w gwiazdki, jak łatwo się domyślić, będzie odnosił się do wolności, swobody. Ta dosyć banalna metafora, według mnie doskonale odzwierciedla niezbędną w procesie dojrzewania i budowania siebie potrzebę samookreślenia.

„Nie rób tego” – ostrzegła Eleanor dziewczynkę w duchu. „Zawsze domagaj się swego kubka pełnego gwiazd. Jak raz cię zmuszą do tego, żebyś była taka sama jak wszyscy, to już nigdy więcej go nie zobaczysz. Uważaj!”

Bohaterka zatrzymała się gdzieś pomiędzy tym, jak chciała być postrzegana przez wymagającą matkę, tym, jaką rolę narzuciła jej rodzina a decyzją (w zasadzie nigdy jej nie podejmuje), jaką chce być kobietą. Stanęła w niebezpiecznym miejscu, gdzie zamiast być kimś, jest niczym. Bohaterka nie odnajduje swej tożsamości, nie otrzymuje „kubka pełnego gwiazd”, a desperackie wybory ukazują tylko jej smutek.

Kiedy Eleanor kradnie samochód siostry (która jest jego właścicielką tylko w połowie), nagle kupuje modne wówczas spodnie, jest roztrzepana, pozornie wolna i wyrusza w drogę, symboliczną drogę, by dowiedzieć się, kim jest i kim chce zostać. Przystanki w przydrożnych, mało atrakcyjnych miasteczkach czy wypicie kawy są sukcesem i oznaką niezależności kobiety (dodajmy, że ma 32 lata), zatem jej przeżycia przypominają pierwsze kroki w dorosłość zbuntowanych dwudziestolatków.

Podczas lektury Nawiedzonego Domu na Wzgórzu zauważymy wiele oblicz głównej bohaterki, które co rusz zaskakują czytelnika – można odnieść wrażenie, że Eleanor odgrywa bądź wczuwa się w bohaterkę swoich fantazji. Zatem, gdy jest zauważana, a jej pomoc użyteczna, staje się aniołem – jest miła, dowcipna, inteligentna. Wydawałoby się, że kobieta powoli oswobadza się z krępujących ją łańcuchów, które obluzowała, uciekając z domu. Ale zaraz pojawia się karcący duszek pociągający za żelazny sznur i śmiejąc się powtarza „oj moja droga, chyba się zagalopowałaś”. I tak kiedy przebywa z zadowoloną z siebie Theo, kiedy ta maluje jej paznokcie na czerwono albo ubiera sweter w tym samym kolorze, nagle Eleanor zmienia się nie do poznania. Czerwień tak jasno kojarząca się z seksualnością, krwią, przemocą budzi w bohaterce odrazę, podniecenie i ciekawość, jednakże niegodziwość tego koloru i niesprecyzowanych uczuć wobec koleżanki sprawiają, że kobieta zamyka się i wraca do tego, co znane, bezpieczne i bolesne, o czym będzie nas informował Dom.

Eleanor jest narcyzem wpatrującym się w swą błazeńską twarz, jednakże nie tylko ona zostaje zdemaskowana przez Dom. Warto zwrócić uwagę na Theodorę – uwodzicielską, niezależną, świadomą własnej urody oraz inteligencji kobietą, która i tak szuka potwierdzenia tych cech u innych. Luke, irytujący mądrala, traktuje kwestię nawiedzenia domu jako wierutną bzdurę i wykorzystuje fakt, że może napić się dobrego alkoholu i pograć szachy. Flirtuje zarówno z Eleanor jak i Theo, ale tej drugiej poświęca więcej uwagi, co budzi zazdrość u narratorki. W końcu, doktor Montague pragnie stać się sławnym badaczem, ale na wykonuje żadnych konkretnych działań w celu jego realizacji. Pobyt w Nawiedzonym Domu uważa (choć nie chce się do tego przyznać przed samym sobą) za odpoczynek od gderliwej, apodyktycznej żony, która na jego oczach bałamuci innego mężczyznę.

Zaryzykowałabym stwierdzenie, że Dom skupiający wszystkich bohaterów w pewnym sensie ukazuje możliwe scenariusze tego, kim mogłaby się stać Eleanor. Lecz żadna kreacja, żadna postać jej nie zadowala, gdyż każda jest w jakiś sposób zniewolona.   

Nawiedzony Dom – wierny kochanek

Myślę, że zło kryje się zasadniczo w samym domu. Dom ten więził i niszczył mieszkających tu ludzi i ich życie. To miejsce przesiąknięte jest złem.

Czym jest Dom u Shirley Jackson? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Symbol ten budzi skrajne skojarzenia – od ciepła, bezpieczeństwa, miłości, po więzienie i nieuchronną katastrofę. Dom to również krystaliczne zło, które zależnie od sytuacji może odtwarzać uciskającą matkę bądź ojca czy wydrążone serce, samodzielny byt ukazujący zniekształcony obraz mieszkańców. Groza budynku jest spotęgowana nie tylko układem przestrzeni (dom jest ogromny, ale wielość pokoi, czy ciągle zamykające się samoistnie drzwi sprawiają, że łatwo nabawić się w nim klaustrofobii ), lecz także nieproporcjonalnością i deformacją Domu.

Shirley Jackson udało się uniknąć banału metafory domostwa jako zniewolonej psychiki głównej bohaterki. Choć skupiłam się na Eleanor, absolutnie nie mogę powiedzieć, że Dom to tylko narzędzie do analizy psychologicznej. Autorka wykroczyła poza schemat literatury grozy i psychologicznej, dlatego też Nawiedzony Dom na Wzgórzu zasługuje na miano dzieła wybitnego.

Podróże kończą się spotkaniem kochanków

Słowa Szekspira wyrażające moc transcendentnej miłości w ustach bohaterki brzmią złowieszczo, kiedy ta przypomina je sobie (jako tekst zasłyszanej piosenki), wkraczając do Domu. Częstotliwość nucenia wersu przez Eleanor wzrasta, im bardziej Dom jej pragnie, niczym zaborczy kochanek. Rzuca urok na kobietę, wabi ją, flirtuje, a nocą nawiedza. Trochę dziwnie może to zabrzmieć, ale warto czytać powieść Jackson przez pryzmat romansu, w którym bohaterka staje się wręcz bezsilna wobec szaleńczo zakochanego amanta, który jest w stanie zrobić wszystko, byleby ujarzmić kobietę.

Jeśli ciekawi Was wątek nawiedzonego domu, warto zapoznać się też z Miasteczkiem Salem Stephena Kinga, które, do pewnego stopnia, jest swoistym hołdem dla prozy Shirley Jackson.

Droga – najlepsza przyjaciółka

Droga Eleanor to zew wolności. To symbol końca granic, nowych możliwości, szans i emocji. Jednakże domostwo nie będzie jej przystankiem, lecz kresem podróży. Surowa i bezlitosna gościnność Domu osacza bohaterkę i zaciera jakąkolwiek alternatywę dla jej dotychczasowego życia. Ściska jej ciało i duszę, nie pozwalając odejść.

Uwięziona kobiecość

Powieść Shirley Jackson można odczytywać przez pryzmat roli kobiety w tradycyjnym społeczeństwie, gdzie ta jest czasem zamknięta jak w nawiedzonym domu, z którego nie można uciec. Pisarka w pewien sposób rozpoczęła dyskusję nie tylko o feminizmie, lecz także o homoseksualizmie – przypomnę, że Jackson w subtelny sposób (na tyle ile mogła) zasugerowała pociąg Theo wobec kobiet.

Autorka Nawiedzonego Domu na Wzgórzu pokazuje, że kobieta nie jest w stanie odkryć, kim jest, kim chce być, gdyż zewsząd ograniczają ją społeczne, rodzinne, a wreszcie własne łańcuchy, które powoli duszą taką osobą i podtrzymują przy życiu, aby bardziej cierpiała. Zatem Eleanor wchodząc do Domu, wyładowuje swoją frustrację i popada w coraz większe szaleństwo. Bohaterka przez całe swoje życie jest swoistą marionetką, chociaż czuje pozorną wolność w rezydencji, nie jest w stanie uwolnić się nawet od działania domostwa. A więc czy Dom na Wzgórzu opętał kobietę, czy jej psychika po prostu nie wytrzymała? Na to pytanie trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, gdyż zależy ona od sposobu odczytania powieści.

Podsumowując:

Nawiedzony Dom na Wzgórzu to wielowarstwowa historia, której groza nie znika zaraz po zakończeniu lektury, a wręcz potęguje się przy każdej próbie interpretacji. Shirley Jackson udało się przedstawić niemy krzyk zranionej duszy, ofiary machiny zwanej kulturą, przy czym pozostawia w nas niepewność, czy główna bohaterka popada w obłęd samoistnie jako wyraz buntu czy została opętana przez Dom. Powieść jest zatem nie tylko klasycznym horrorem (a także romansem), lecz przede wszystkim przykładem literatury psychologicznej, która nie odpowiada na pytania, lecz zadaje je czytelnikowi i zostawia go z materiałem do refleksji.

Ocena 10/10

PS Nawiedzony Dom na Wzgórzu znajdziecie też na naszej liście horrorów, które warto przeczytać – jeśli szukacie innych dobrych książek z tego gatunku, zapraszamy do lektury.  




Categories: Różne

Tags: , , , , , , , , , ,

1 reply

  1. Serial bardzo dobry, ale książka lepsza według mnie. 🙂 Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: