„Król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu” Roger Lancelyn Green

Biorąc do ręki zbiór legend arturiańskich zreinterpretowanych przez Rogera L. Greena, nasunęła mi się refleksja związana z wydawaniem dzieł wtórnych, mających być syntezą legend, mitów czy baśni. Dlaczego i po co tak chętnie wraca się do klasyki w nowym wydaniu (względnie nowym, gdyż autor opublikował Króla Artura w 1954 roku), skoro można sięgnąć po stare utwory, na których współcześni opierają całą narrację?

"Król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu"

Odpowiedzi na to dość kłopotliwe pytanie udziela autor:

Opowieść o królu Arturze i przygodach jego rycerzy była przedstawiana wiele razy. Wielkie legendy – tak jak wszystkie znakomite baśnie – każda epoka musi powtarzać na nowo, zawsze bowiem można w nich dojrzeć coś innego. Każda zaś nowa prezentacja sprawia, iż ze świeżością i wigorem odżywają w oczach kolejnego pokolenia. Na tym właśnie polega nieśmiertelność tych opowieści.

Owszem, tylko powtarzalność narracji pozwala prawdziwie żyć historii; nieopowiadana odchodzi coraz głębiej w czeluści niepamięci. Dlatego ważne, by ją odtwarzać, ale czy rzeczywiście Roger Lancelyn Green nadał opowieści o królu Arturze świeżości i wigoru? Przekonajmy się.

Dzieło angielskiego autora tłumaczył Ładysław Jerzyńśki – jest to pseudonim Jerzego Łozińskiego, znanego ze swojego poetyckiego i oryginalnego stylu (tłumacz został okryty złą sławą za sprawą przekładu Władcy Pierścieni). Absolutnie nie mam zamiaru krytykować języka tłumaczenia, według mnie Łoziński wspaniale poradził sobie z dość lakoniczną i uproszczoną narracją Greena. Oddał on bowiem atmosferę patosu, uczucie mistyki towarzyszące bohaterom podczas ich niezwykłych przygód.

Jednakże ta lapidarność i uwspółcześniony język (oczywiście jest to ważny zabieg, aby chociażby trafić do młodszych czytelników), a także wysiłek spojenia znanych historii na podstawie, między innymi, staroangielskich poematów, niestety, według mnie, nieco przerosły autora. W wyniku czego, zamiast dzieła, które mogłoby uchodzić za nową syntezę legend arturiańskich, dostajemy utwór, który można, a nawet należy, dopracować.

Roger Lancelyn Green stworzył ciągłą historię, toczącą się wokół królestwa Logresu, z lejtmotywem rycerskości i praworządności. Wszyscy bohaterowie legendy będą walczyć z nikczemnymi siłami zła, barbarzyństwem i ludzką podłością, co ostatecznie doprowadzi ich do rozpaczliwego końca, gdyż, jak wiemy, zmierzch świetności dworu króla Artura ma tragiczny finał.

Jeśli chodzi o źródła inspiracji, badacz opierał się głównie na opowieści Thomasa Malory’ego (będącej zbiorem oddzielnych historii), a także mniej lub bardziej znanych interpretacjach przygód rycerzy króla Artura. Innowacyjność Króla Artura polega na względnie chronologicznym porządku przedstawionych legend – zadanie to było nie lada wyzwaniem, ponieważ już w średniowieczu uporządkowanie wszystkich opowieści nastręczało problemów, a co dopiero współcześnie (żeby uświadomić sobie spektrum tekstów, spójrzcie na tę listę). Znajdziemy tu zatem tragiczną historię braci Balyna i Balana, perypetie sir Gawaina i Zielonego Rycerza, nieszczęśliwą miłość Tristana i Izoldy, losy Garetha, szlachetnego Percewala, przeciętnego, acz niezwykłego rycerza Borsa de Gannis oraz zaznajomimy się z ciążącym na Lancelocie fatum. Warto wspomnieć też, że Król Artur został podzielony na cztery części:

  • Artur królem
  • Rycerze Okrągłego Stołu
  • Poszukiwanie świętego Graala
  • Artur odchodzi

Interpretacje

Roger Lancelyn Green skupił opowieści o rycerzach Okrągłego Stołu wokół chrześcijaństwa – zatem wszystkie przygody mają wspólny rdzeń – święty Graal zwiastujący początek i koniec chwały królestwa Logresu. Autor tak dobrał historie, by ukazać magiczny i mistyczny wymiar kielicha z Ostatniej Wieczerzy. Zabieg ten nie tylko zgrabnie scalił opowieści, lecz także nadał im ponadczasowy wymiar.

Warto zwrócić uwagę na historię Balyna i Balana – chyba najtragiczniejsze postaci w całym uniwersum króla Artura. Roger Lancelyn Green postanowił, oprócz legendy o świętym Graalu, nadać tej opowieści ogromne znaczenie – dlatego też, co może być zaskakujące, została ona umieszczona w pierwszej księdze – gdyż nadaje rytmu wszystkim przygodom.  

W mainstreamie,głównie za sprawą Mgieł Avalonu, obowiązuje narracja, według której Balyn zabił Panią Jeziora (w tym miejscu opowieści są ze sobą zgodne), ponieważ ta doprowadziła do śmierci jego matki. Green zaś odwołując się do Morte d’Arthur Thomasa Malory’ego, ukazał Balyna jako niewolnika swoich gwałtownych emocji, silnej wiary, że ma wpływ na swój los, i radykalnego przywiązania do etosu rycerskiego – właśnie to stanie się początkiem jego nieszczęścia (śmierć podąża za nim zbierając żniwo w postaci niewinnych istnień), początkiem chwały Logresu i ostatecznej zguby królestwa. Według mnie ta interpretacja legendy ukazuje tragizm losu Balyna – ciążące nad nim fatum, które niesie nieszczęście nie tylko, rycerzowi, lecz także wpływa na smutny los innych ludzi. Historia Balyna nakłada się z powieścią o Królu Rybaku (w przypadku Greena króla Pellesa, autor nie używa określenia Król Rybak), któremu zostaje zadany Zgubny Cios.

Ponadto Roger Lancelyn Green zdecydował się dodać mniej znane przygody rycerzy Gawaina, Garetha, Lancelota i Elaine, Tristana i Izoldy, a także Percewala, Galahada i Borsa de Gannis, które pośrednio lub bezpośrednio prowadzą czytelnika i wyjaśniają znaczenie świętego kielicha.

Warto też zwrócić uwagę na postać Lancelota – szlachetnego rycerza, który okrył się hańbą, zakochując się w królowej Ginewrze (pławiącej się w jego cierpieniu). Roger Lancelyn Green postanowił ukazać oprócz szaleństwa bohatera, jego tragiczny los – nie rezygnując z miłości do kobiety, nigdy nie ujrzy, nie doświadczy prawdziwego piękna, dobra i prawdy, ukrytych pod postacią Graala.  

Jeśli chodzi o wady książki, to miejscami przeszkadzał mi zbyt uproszczony język oraz brak próby zgłębienia motywacji bohaterów, zapisu ich przeżyć, a także rozwinięcia świata przedstawionego o postaci Merlina, Pani Jeziora, Morgany le Fay – w tym przypadku czytelnik może czuć ogromny niedosyt, ponieważ wymienione osoby mają duży wpływa na rozwój arturiańskiego uniwersum, a w ukazanej historii odgrywają marginalne role, są jedynie ciekawymi niuansikami. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej na ich temat, koniecznie sięgnijcie po Mgły Avalonu Marion Zimmer Bradley. Autorka wnikliwie analizuje postępowanie postaci legend arturiańskich, dzięki czemu traktujemy je jak żywych ludzi, a nie martwą narrację o symbolach.

Podsumowując

Dzieło Rogera Lancelyna Greena jest na pewno pozycją, która szczególnie spodoba się czytelnikom rozpoczynającymi swoją przygodę z legendami arturiańskimi. Pomimo pewnych wad, zachęcam Was do sięgnięcia po Króla Artura i rycerzy Okrągłego Stołu, ponieważ oprócz słynnych historii, znajdziecie tam też interpretacje tych mniej znanych, jak chociażby o rycerzu Gawainie. Solidna lektura dla osób chcących dowiedzieć się czegoś więcej na temat uniwersum Rycerzy Króla Artura.  

Ocena: 7/10



Categories: Fantastyka, Książki

Tags: , , , , , , , , , ,

3 replies

  1. Już od jakiegoś czasu mam zamiar przyjrzeć się bliżej legendom arturiańskim i tą książkę mam w planach. Mam nadzieję, że mi się spodoba.

Trackbacks

  1. „Mity Skandynawskie” Roger Lancelyn Green – recenzja

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: