„Ubik” Philip K. Dick – recenzja

Nie będę ukrywał, że Philip K. Dick jest bez wątpienia jednym z moich ulubionych pisarzy i dlatego też na Fantasmarium możecie znaleźć recenzje wielu jego książek (Człowiek z Wysokiego Zamku, Czy androidy śnią o elektrycznych owcach i nieco mniej znane jak Płyńcie łzy moje, rzekł policjant, czy Cudowna broń). Tym razem przyjrzymy się, według mnie, najlepszej powieści tego autora, a mianowicie Ubikowi. Dlaczego książka ta zasługuje na bycie wymienianą wśród klasyków fantastyki naukowej? Zapraszam do lektury recenzji.

#W tekście mogą pojawić się spoilery#

Zanim przejdziemy do treści książki, myślę, że warto słów kilka poświęcić samemu wydaniu. Lekturę zaczynamy od obszernego wstępu Łukasza Orbitowskiego A imię jego Ubik, w którym pisarz przedstawia nam, między innymi, swoje spojrzenie na fabułę powieści. Kolejnym plusem rebisowego wydania, są z pewnością przepiękne ilustracje Wojciecha Siudmaka, idealnie wpisujące się w klimat książki Dicka. Skoro, jeśli chodzi o samo wydanie, trudno Ubikowi cokolwiek zarzucić, przyjrzyjmy się jego fabule.

Wydarzenia opisane w powieści mają miejsce na początku lat 90. – czyli w niedalekiej przyszłości (książkę wydano w 1969 roku). Dzięki rozwojowi technologicznemu, ludzkości udało się oszukać śmierć – umierającą osobę można wprowadzić w stan pół-śmierci i umieścić w specjalnym moratorium, gdzie wciąż może mieć kontakt ze swoimi bliskimi. Warto też wspomnieć o nieustającej rywalizacji telepatów dowodzonych przez tajemniczego Raya Hollisa i agencji mających zapobiegać ich nadużyciom. Prawie bym zapomniał, że ludzkości udało się skolonizować Układ Słoneczny, ale podobnie jak w wielu innych książkach Dicka, jest to tylko niewiele znaczące tło dla przedstawionej przez niego historii.

Już po kilku stronach powieści łatwo zauważyć, że świat przedstawiony w Ubiku sprawia wrażenie prowizorycznego, chwiejnego, a czasem po prostu absurdalne. Urządzenia proszące o napiwek za korzystanie z nich, cotygodniowe przydziały środków pobudzających (narkotyków) dla mieszkańców, dziwaczne stroje i technologie – rzeczywistość wykreowana przez Dicka wydaje się być w jakiś sposób zdeformowana, ale mimo wszystko działa (a przynajmniej do czasu).

To właśnie w tym świecie poznajemy głównego bohatera powieści – Joe Chipa. Mężczyzna jest pracownikiem agencji powstrzymującej działania telepatów, prowadzonej przez Glena Runcitera. Właściwa akcja powieści zaczyna się w momencie, gdy bogaty przedsiębiorca Stanton Mick zleca firmie Chipa udanie się na Księżyc i sprawdzenie, czy ludzie Raya Hollisa nie przejęli kontroli nad jego stacją badawczą. W grupie mającej rozwiązać problem znajdują się Joe Chip, sam Glen Runciter, posiadająca niezwykłe umiejętności Pat Conley oraz najlepsi z najlepszych antytelepatów. W trakcie misji coś jednak idzie nie tak.

Już i tak mało wiarygodny świat, zaczyna się rozpadać. Wszystkie przedmioty w takim czy innym tempie zaczynają przyjmować swoje wcześniejsze formy (albo, w dużym uproszczeniu, cofać się w czasie) inne z kolei ulegają entropii.

Moje papierosy – mówił Joe – kompletnie wyschnięte. Książka telefoniczna sprzed dwóch lat na pokładzie statku. Skwaśniała śmietanka i zapleśniała, zmętniała kawa. Pieniądze, które wyszły z obiegu.

Od tego momentu bardzo trudno stwierdzić, co w Ubiku jest rzeczywiste, a co nie. Jedna z bardzo popularnych teorii twierdzi, że Joe Chip zginął na Księżycu i cała historia jest po prostu koszmarem, związanym z przejściem w stan pół-śmierci – pomysł ten stoi jednak w sprzeczności z zakończeniem powieści. A może głównemu bohaterowi nigdy nie udało się zapłacić drzwiom za opuszczenie swojego apartamentu i wszystko jest niczym więcej, niż majakiem zniszczonego przez narkotyki umysłu? Odpowiedzi na te pytania będziecie musieli udzielić sobie już jednak sami, w trakcie lektury powieści.

Powitaj poranek pyszną porcją pożywnych, orzeźwiających płatków Ubik – płatków dla dorosłych, które są bardziej chrupiące i smaczniejsze, dlatego stanowią ulubioną potrawę. Płatki śniadaniowe Ubik, których cała porcja jest przysmakiem. Nie przekraczaj jednorazowo zalecanej dawki.

Kolejnym ciekawym wątkiem jest sam tytułowy Ubik – w każdym rozdziale powieści reklamowany, jako coś zupełnie innego. Próbując doszukać się znaczenia w samym słowie, możemy znaleźć informację, że “ubique” po łacinie znaczy “wszędzie”, a angielskie “ubiquitous”, to “wszechobecny”. Pasowałoby to do teorii jakoby Ubik był w powieści Dicka elementem boskim, nieograniczanym przez prawa rządzące zwykłym światem (warto tutaj zwrócić uwagę na rozpoczęcie ostatniego rozdziału książki). Myślę, że podobnie jak w przypadku książki Dhalgren Samuela Delany’ego, jest to zagadka bez jednoznacznej odpowiedzi.

Może Baltimore istnieje tylko wtedy, gdy znajduje się tam jedno z nas?

Znaczącym dla całej powieści wydaje się być też pojęcie filozoficzne, nazywane solipsyzmem. Według niego istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający, a cała rzeczywistość jest jedynie zespołem jego wrażeń. Czy to, czego doświadczamy jest, tylko i wyłącznie naszym snem, a może nawet snem kogoś innego? Ze wszystkich książek Philipa K. Dicka, to właśnie Ubik w sposób najpełniejszy oddaje poglądy i obawy autora dotyczące świata.

Podsumowując:

Ubik to, według mnie, bez wątpienia najlepsza powieść Philipa K. Dicka i jedno z arcydzieł fantastyki naukowej, tak bliskie perfekcji, jak to tylko możliwe. Klimat książki jest absolutnie niepowtarzalny, a pytania stawiane przez autora zmuszają do myślenia. Uważam, że Ubik, podobnie jak chociażby Kantyczka dla Leibowitza Waltera Millera, czy Ciemny Las Cixina Liu, to książka, która na zawsze zmienia coś w życiu czytelnika. Gorąco polecam każdemu.



Categories: Fantastyka, Klasyka

Tags: , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: