„Egzorcysta” William Peter Blatty – recenzja

Egzorcysta to jedna z książek wymienianych zaraz obok klasyków horroru – Lśnienia, czy Dziecka Rosemary, które zyskały sławę dzięki filmowym ekranizacjom. Autor powieści, William Peter Blatty, stworzył dzieło nadal aktualne, przekazujące uniwersalne wartości, a przy tym wywołujące gęsią skórkę.  

Egzorcysta to bynajmniej nie horror, którego celem ma być przestraszenie nas nieposkromioną siłą diabła, lecz dzieło próbujące odpowiedzieć na pytanie: skąd się bierze zło na świecie?, co jest przyczyną zła?, a także dlaczego cierpienie dotyka często osób słabych i niewinnych? Ponadto jak wspominał Peter Blatty Egzorcysta pierwotnie miał być thrillerem z elementami teologicznymi oraz powieści detektywistycznej. Jednakże dzieło uzyskało (słusznie) tytuł horroru wszech czasów i nadal wzbudza w nas poczucie niepokoju.

Powieść prawdopodobnie nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby William Peter Blatty będąc studentem w Georgetown University w 1949 roku,  nie przeczytał artykułu o opętaniu czternastolatka (swoja drogą bawiącego się najbardziej zlowrogą zabawką – tablicą ouija), którego duszą ponoć zawładnął demon. Chłopiec próbował skontaktować się ze zmarłą krewną, lecz naraz zaczęły się dziać dziwne rzeczy: niepokojące dźwięki, trzęsący się agresywnie obraz Jezusa, rzucana samoistnie pod stopy opętanego Biblia, a następnie ataki na nastolatka – poruszające się meble, które miały go ranić, koszmary, czy chociażby pojawiające się na ciele komunikaty. Po bezskutecznej pomocy psychologów, rodzina chłopca zwróciła się do księży. Po wielu trudnych miesiącach odprawiania egzorcyzmów zły duch został wyrzucony, a nastolatek nagle wyzdrowiał.

Sprawa wyglądała dość podejrzanie, tym bardziej, że świat nauki, księża zresztą też, byli bezradni wobec choroby chłopca. Blatty postanowił wykorzystać tę osobliwą historię jako inspirację dla swojej powieści i w roli głównych bohaterów obsadził 12-letnią dziewczynkę, córkę ateistki, gwiazdy filmowej, oraz wątpiącego w sens swojego powołania księdza-psychiatrę, kierującego się w życiu bardziej nauką i rozsądkiem niż wiarą. Autor skorzystał z często występujących w literaturze grozy motywów, takich jak: ciągła niepewność, czy paranormalne zjawiska są w rzeczywistości wytworem chorego umysłu (bądź niewyjaśnionej dotąd właściwości naszego mózgu) lub istnieją naprawdę – i co jest z tych dwóch możliwości straszniejsze, a także próby naukowego wyjaśnienia opętania – motyw ten znajdziecie chociażby w zbiorze opowiadań Opowieści starego antykwariusza.

Powieść rozpoczynają skrawki przypominające zapiski z dziennika, przedstawiające zaledwie kilka aktów najstraszniejszego zła, którego w historii świata dopuścił się człowiek – zwracają one uwagę na fakt, że to nie szatan, lecz my jesteśmy sprawcami cierpienia i najbardziej nieludzkich czynów.  Ponadto Blatty wplótł gdzieniegdzie cytaty z Biblii (dot. opętanego przez Legion, czy chociażby związane z “małą wiarą” człowieka), oraz Ajschylosa (… Kiedy pogrążeni jesteśmy we śnie, wtedy zapamiętale, kropla po kropli sączy się w nasze serca ból, aż do chwili, gdy na przekór naszej rozpaczy i wbrew naszej woli nadejdzie mądrość, dar straszliwej łaski Boga…). Warto na nie zwrócić uwagę, gdyż są one istotnym komentarzem, który będzie nas prowadził przez meandry wielu poruszonych w powieści kwestii.

Ostatecznie książka nie skupia się ani na szatanie, ani na rytuale egzorcyzmu ( No cóż, najpierw trzeba by wsadzić tę osobę do wehikułu czasu i wysłać w szesnasty wiek [Karras podczas rozmowy z Chris MacNeil]), lecz jest to dzieło traktujące o istocie człowieczeństwa, o wypełniającej nas samotności i poczuciu utraty sensu. Myślę, że warto przyjrzeć się postaci Karrasa, właściwej ofiery diabła, nękanej nieustannie przez smutek i wyrzuty sumienia, związanej z porzuceniem matki, które doprowadzają księdza na skraj rozpaczy. Tak jak wspominał Merrin – (…) jednak myślę, że celem ataku demona nie jest bezpośrednio osoba, w którą wstępuje. To raczej my, świadkowie… każdy człowiek w tym domu. I myślę, że pragnie doprowadzić nas do rozpaczy, abyśmy zwątpili i zaprzeczyli naszemu człowieczeństwu. (…) Chce zasiać w nas niewiarę, obudzić  zwierzęce instynkty, agresję, zło. Demon pragnie widzieć nas upokorzonych, odrażających, nieufnych. I być może głównie chodzi mu właśnie o to: byśmy poczuli się niegodni.  

Tak samo każda z postaci zostaje “odarta” ze swojej maski: Karras – egoizmu (zostawił matkę w trudnej sytuacji bytowej, by mógł się wyrwać z biedy), Merrin – pogardy wobec ludzi, Chris – nadmiernego skupiania się na karierze, Karl – bezradności wobec uzależnionej córki oraz ciągłego okłamywania żony, czy chociażby uduchowiona Sharon, asystentka gwiazdy, -lubieżnych myśli wobec księdza.   

Znaczna część powieści opiera się na badaniach psychiatrycznych i naukowym wyjaśnianiu choroby Regan. Ostatecznie Blatty wcale nie przedstawia nam jasnego rozwiązania w rodzaju: wszyscy się mylicie, to jest prawdziwe opętanie. Cały czas obecna jest nutka zwątpienia w nadnaturalność całej sytuacji. Karras momentami podejrzewa, że Regan mogła zasugerować się książką o egzorcyzmach, a rytuał podświadomie wyleczyłby jej chorobę . Zarówno postaci, jak i my czytelnicy jesteśmy bezradni wobec cierpienia dziecka, niewiedzy na temat ludzkiego mózgu, a także niepewności, czy istnieje coś więcej niż świat rzeczywisty.    

Ojcze, te wszystkie wyjaśnienia są tak zawiłe, że już chyba łatwiej jest uwierzyć w diabła. [Chris MacNeil]

Wspomnę jeszcze o wątku kryminalnym, który według mnie nie został w pełni wykorzystany. Detektyw Kinderman jest kreowany na porucznika Colombo, ma wprowadzać świeżość i nieco luzu do i niezwykle gęstej atmosfery powieści. Jest inteligentny, przebiegły, ale przy tym celowo roztargniony i niemal irytująco dociekliwy. Łączy opętanie Regan z zabójstwem reżysera oraz z profanacją w kościele. Jego śledztwo jednakże znajduje się w martwym punkcie. Kinderman według mnie jest postacią (podobnie jak ojciec Merrin), która pomimo świadomości wszechogarniającego zła na świecie, obdarowuje ludzi dobrem, co widać w jego pełnej szacunku relacji z Chris, Karlem oraz Karrasem.

Pojąłem, że Bóg pragnie, bym czynił dobro, niezależnie od tych emocji. (…) Popatrz, ile żon i mężów sądzi, że wygasła w nich miłość, tylko dlatego, iż serca nie biją na widok tej drugiej osoby! (…) i tu leży tajemnica działania zła, Damienie, … i opętania. Nie w wielkich wojnach, jak uważają niektórzy, a już bardzo rzadko w wydarzeniach niezwykłych, takich jak to tutaj (…) Tak, Damienie, ja znajduję działanie szatana w codzienności, w bezsensownych, drobnych sprawach, nieporozumieniu, złych i okrutnych słowach, które raz wypowiedziane, niszczą czasem największe przyjaźnie, miłości.   [Ojciec Merrin]

Podsumowanie

W 1973 roku William Peter Blatty otrzymał statuetkę za scenariusz filmowego Egzorcysty i tym samym do pewnego stopnia zrewolucjonizował obraz horroru w popkulturze, przepełnionego wtedy niezbyt wartościową, okultystyczną pulpą. Książka słusznie jest zaliczana do klasyków literatury grozy. Zatem zachęcam Was do lektury tej powieści, gdyż oprócz zrozumiałego napięcia i grozy, książka zachęca nas do zastanowienia się nad naturą człowieka – jak bardzo jesteśmy kruchymi i wrażliwymi istotami, a przy tym zdolnymi do nieludzkiego okrucieństwa – oraz refleksji nad tym, gdzie rodzi się zło.

Jestem ciekawa, jak Wy interpretujecie, zakończenie powieści, podzielcie się proszę refleksjami w komentarzach. Jeśli jesteście zainteresowani literaturą grozy, zapraszam Was do lektury recenzji polecanych przez nas książek: Drakula, Muzeum dusz czyśćcowych oraz Upiornej opowieści.

Ocena: 8/10

Jeśli chcielibyście zostać patronami Fantasmarium i pomóc nam w dalszym rozwijaniu portalu, gorąco zapraszamy do odwiedzenia naszego profilu w serwisie Patronite:



Categories: Horror, Książki

Tags: , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: