„Darth Bane: Droga zagłady” Drew Kapryshyn – recenzja

Tym razem zapraszamy do lektury recenzji kolejnej książki wybranej przez jednego z naszych patronów, a mianowicie Darth Bane: Droga zagłady Drew Kapryshyna. Czy jest to dobry tytuł na początek przygody z książkowym uniwersum Gwiezdnych wojen? Przekonajmy się.

## Tekst może zawierać spoilery ##

Muszę przyznać, że do lektury Darth Bane: Droga zagłady podchodziłem sceptycznie – od czasów Knights of the Old Republic minęło już ponad piętnaście lat, a ostatnie filmy z serii Star Wars były dla mnie serią mniejszych lub większych rozczarowań. Niestety, lektura wydanej w 2006 roku powieści Kapryshyna na dłuższy czas skutecznie zniechęciła mnie do sięgania po książki dotyczące uniwersum Gwiezdnych wojen.  

Droga zagłady opowiada historię Desa, młodego górnika zamieszkującego Apatrosa, planetę słynącą z ogromnych złóż cennego surowca zwanego Cortosis i chyba tylko z tego. Robotnik jest rozczarowany swoim życiem – ojciec od małego oskarżał go o śmierć matki i pogardliwie zwracał się do niego Bane, czyli zagłada (oczywiście brzmi to nad wyraz prawdopodobnie), a praca nie dość, że nie przynosi zysków, to wyniszcza zdrowie. Ponadto Des gorąco wierzy w to, że siła jest najważniejsza i to ona powinna decydować o tym, kto przetrwa, a kto nie.  Dodajmy do tego fakt, że Apatros, jak i całe Rubieże, znany jest z dostarczania dużej ilości nowych rekrutów dla Ciemnej Strony, a będzie już wiadomo, w którym kierunku zmierza cała historia. Myślę, że zdradzenie informacji, iż Des zostaje zrekrutowany przez Sithów, nie będzie dużym (albo na dobrą sprawę żadnym) spoilerem.

Co dzieje się potem? Autor serwuje nam standardową historię z rodzaju – szkolenie, wstępny sukces, upadek, powrót na szczyt, przewidywalny zwrot akcji, a to wszystko okraszone mało wiarygodnie skonstruowanym wątkiem miłosnym. Niestety, niezbyt oryginalna fabuła to nie jedyny problem Drogi zagłady.

Dużo miejsca poświęcone jest chociażby grze w sabaka – poznajemy zasady, dowiadujemy się, jakie strategie są skuteczne etc. tylko po to, żeby po pierwszej rozgrywce, już nigdy nie wrócić do tematu. Co więcej Des, dzięki mocy, jest w stanie bez większego wysiłku przewidywać, co należy zrobić, żeby wygrać. Można by zatem zadać sobie pytanie – dlaczego bohater kreowany na niezwykle inteligentnego, dalej pracuje w kopalni? Niestety, Kapryshyn nie udziela na nie odpowiedzi.

Trudno nie zwrócić też uwagi na sztywne, mało wiarygodne dialogi, czy wręcz dziwne, niepasujące do postaci wypowiedzi – chociaż tutaj można mieć akurat cień wątpliwości, czy nie jest to czasem wina tłumaczenia. Bezwzględny, zaprawiony w pijatykach żołnierz powie zatem w gniewie:

Hola, hola wielkoludzie – wymamrotał drwiąco pijany chorąży. – Chyba cię pogięło, żeby z czymś takim wychodzić. O czym myśli ten twój móżdżek.

Dodajmy do tego liczne powtórzenia, czy po prostu literówki:

Republika miała więcej statków i większej sile rażenia.

Na zakończenie tej części recenzji, pozwolę sobie jeszcze zacytować moje chyba ulubione zdanie z całej powieści:

Lord Kaan mistrz Sithów i założyciel Bractwa Ciemności, szedł przez jatkę pola bitewnego jak ciemny cień w mroku nocy.

Wspomniane wcześniej błędy to nie wszystko. Po pięciu kilometrach sprintu Bane nawet nie dyszy, ale pada ze zmęczenia po treningu podstaw władania mieczem (bez użycia mocy). Przez trzy tysiące lat od czasu gdy Darth Revan chciał zniszczyć Republikę, nie doszło do jakiegokolwiek postępu technologicznego. Patrząc na decyzje podejmowane przez dowództwo Sithów, trudno nie zacząć zastanawiać się, jak to możliwe, że przetrwali oni tak długo. Przytoczyłem zaledwie kilka przykładów – takich niekonsekwencji jest zdecydowanie więcej.

Myślę, że jednym z największych błędów Kapryshyna, było umieszczenie wielu wątków, w zaledwie 300-stronicowej książce – wszystko dzieje się zbyt szybko, a postacie nie są odpowiednio rozbudowane. Trudno nawet znaleźć mi jakąś konkretną zaletę Drogi zagłady – może pojedynki na miecze świetlne były dosyć ciekawe, ale w kwestiach fabularnych, czy dotyczących konstrukcji postaci, trudno cokolwiek tutaj wyróżnić.

Podsumowując:

Niestety lektura Darth Bane: Droga zgłady była dla mnie sporym zawodem – pomimo iż wszystko, czego oczekiwałem, to pełna akcji książka do poczytania w autobusie. Być może nie jest to katastrofa na miarę Dragonus Cracovus, ale schematyczna fabuła, źle skonstruowani bohaterowie oraz błędy merytoryczne i redaktorskie sprawiają, że nie jestem w stanie polecić nikomu tej powieści.

Ocena: 3/10

Jeśli szukacie dobrych książek fantasy i sci-fi, zachęcam do lektury poniższych list:

Książki fantasy, które warto przeczytać.

Książki sci-fi, które warto przeczytać.

Jeśli chcielibyście zostać patronami Fantasmarium i pomóc nam w dalszym rozwijaniu portalu, gorąco zapraszamy do odwiedzenia naszego profilu w serwisie Patronite:



Categories: Książki, Różne

Tags: , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: