„Mgły Avalonu” Marion Zimmer Bradley – recenzja

Król Artur. Lancelot. Merlin. Okrągły Stół. Ekskalibur. Pani Jeziora. Wszystkie te postaci oraz symboliczne przedmioty już dawno zakorzeniły się w naszej czytelniczej wyobraźni. Mało kto nie słyszał o legendarnym micie arturaiańskim, jego licznych reinterpretacjach zarówno książkowych, jak i filmowych, a Mgły Avalonu zajmują szczególne miejsce wśród nich. Powieść Marion Zimmer Bradley szybko stała się klasykiem literatury fantasy i kultowym dziełem, które w znacznym stopniu zmieniło nasz pogląd na ten mit, a także zwróciło uwagę na pierwiastek kobiecy w literaturze. Pisarka zaraz po opublikowaniu powieści (1983 r.) zyskała rzesze fanów, a już w 1984 r. otrzymała prestiżową nagrodę Bradleya Locusa. 

Feminizm

Historię rozpoczyna zapis wspomnień Morgiany, która dostrzega nieuchronność zmian czekających Avalon i czuje potrzebę opowiedzenia o odchodzących w niepamięć dziejach z perspektywy niechrześcijańskiej i kobiecej. W tym miejscu warto poruszyć kwestię feminizmu powieści. Sama pisarka opowiadając o zamyśle dzieła, podkreślała, że:

Zawsze chciałam przeniknąć do głowy kogoś żyjącego w Ciemnych Wiekach i pomyślałam: tyle się słyszy o tym, co porabiali mężczyźni, ale nigdy nic o kobietach.

Oddając głos okrutnej czarodziejce Morganie, szlachetnej acz tragicznie zakochanej Ginewrze, a także Vivannie (Pani Jeziora), Igrianie, Morganuse oraz Nimue, pisarka ukazuje kobiety wielowymiarowo z ich mocnymi stronami, ale i słabościami. Zatem w książce nie zobaczymy tylko silnych bohaterek, lecz ujrzymy prawdę o nich, bez średniowiecznej tendencyjności. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na kreację wspomnianych wcześniej postaci. Niejednokrotnie można się poirytować, czytając o rozterkach Morgiany czy sposobie patrzenia na świat Gwenifer. Jednakże dzięki temu Bradley odziera czarodziejkę z metki – okrutna, przebiegła (w żadnym razie pisarka nie wybiela jej postępowania, lecz motywuje je kwestiami wiary i honoru, a nie zawiścią), natomiast królowej dodaje cechy, które wcale nie przystały bogobojnej białogłowie, przy tym wyjaśniając jej strachliwość, co według mnie neutralizuje chorobliwą wręcz niechęć do tej postaci. Warto zaznaczyć, że w miarę postępu akcji zauważymy rozwój bohaterek, ze słabych, pokornych, stają się silniejsze, mają własne zdanie. Zauważają, że chrześcijaństwo, a w zasadzie księża i kultura, spychają rolę kobiety do gospodyni i damy serca, natomiast założenie religii wcale takie nie jest. Bohaterki odkrywają, że domeną Absolutu nie tyle jest karanie za grzechy, co dawanie miłości.

[mówi Morgiana]

Nie. To niemożliwe, by mogła wrócić na swe miejsce wysokiej kapłanki… Viviana może jednak się zlitować i pozwolić jej naprawić grzechy popełnione przeciwko Bogini. W tej chwili myślała, że byłaby szczęśliwa, gdyby mogła zostać w Avalonie choćby jako służąca lub pokorna robotnica na polach. Czuła się jak chore dziecko, które spieszy, by złożyć głowę na kolanach swej matki i zapłakać.

Bohaterowie

Jeśli chodzi o kreacje męskich postaci, można się spotkać z zarzutem, że autorka potraktowała ich instrumentalnie, są jedynie tłem dla opowieści kobiet. Owszem, Bradley nie poświęca im wiele miejsca, jeśli chodzi o ukazanie przeżyć wewnętrznych, lecz absolutnie nie mogę się zgodzić z powyższą opinią. Artur, Lancelot, Mordred czy chociażby Kevin Merlin są bardzo dobrze skonstruowanymi postaciami, ich osobowości ukazane są w wypowiedziach dialogowych oraz poprzez analizę bohaterek. Tak więc Artura ujrzymy jako sprawiedliwego, tolerancyjnego króla, o dobrym sercu, a także jako mężczyznę, który szanuje kobiety, liczy się z ich zdaniem i traktuje je równo, jest przy tym nieco naiwny i spogląda na świat przez pryzmat dobra. Można mu zarzucić słabość wobec Gwenifer (to wypomina mu Morgiana), ale trzeba przyznać, że jest konsekwentny, gdyż oświadczył jej, że razem władają Brytanią i oboje mają ważny głos w kwestii kraju. Lancelot również jest bardzo złożoną postacią, oprócz urody i niezwykłych umiejętności (taktycznych i zbrojnych) możemy dostrzec ból trawiący go w zasadzie od urodzenia – czuł się zawsze rozdarty między Avalonem a „realnym” światem, rozdarty w kwestii Boga/Bogini, czy rzeczywiście istnieje coś ponad nami, rozdarty w stosunku do Morgiany, a także rozdarty między miłością do żony Artura a przyjaźnią z królem. Warto też zwrócić uwagę na Mordreda, który zazwyczaj jest przedstawiany jako zło wcielone, jednakże w powieści Marion Bradley postanowiła skupić się na tragizmie tej postaci i dociec, skąd wzięło się w nim pragnienie obalenia Artura.  

Relacje męskie znacząco różnią się od kobiecych, polegają one na braterskości, wierności, serdeczności, a także tolerancji. Natomiast więzi kobiecych na pewno nie można nazwać przyjaznymi, gdyż są naznaczone zazdrością związaną z wiekiem, urodą oraz wybrankiem serca (jeśli chodzi o główne bohaterki). Kobiety przedstawione przez Marion Zimmer Bradley czasami wydają się małostkowe, co może być dla czytelnika irytujące (tym bardziej, że powieść jest nazywana feministyczną), lecz czy literatura nie powinna być zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu? Owszem, powinna. Autorka nie tylko przenika do umysłów ludzi żyjących w Ciemnych Wiekach, lecz także kreuje realne, prawdopodobne postaci, które mogły egzystować w tej przestrzeni.

Rażące jest jedynie to, że pisarka nie wyeksponowała żadnej społeczności kobiecej, która mogłaby być utrzymana w duchu wspólnoty i braterskości mitu arturiańskiego (możemy jedynie zobaczyć w tle szczebioczące damy dworu, cichutkie, serdeczne zakonnice i nieco dziecinne adeptki Avalonu), tak jakby od razu założyła, że kobiety nie mogą tworzyć szczerych, przyjaznych więzi, a jedynie są podszyte jakimś żalem czy zazdrością.

Jednakże mimo zwrócenia się ku narracji feministycznej, powieść nie jest manifestem bądź protestem wobec dominującej w literaturze patriarchalnej narracji. Mgły Avalonu mówią przede wszystkim o konflikcie między starą religią celtyckich plemion a nową – chrześcijańską (kiedy idea zjednoczenia jest tylko pozorna). Bohaterowie mają świadomość nieuchronności zmiany świata i dominującej roli chrześcijaństwa.

Lektura dzieła w pewnym sensie odsłania na nowo mgły, które opadają nad Avalonem, Kamelotem i które zamieniają je w mit. Bradley zderza ze sobą przeszłość z przyszłością, z nostalgią wspominając rycerskie czasy, złotą erę pogaństwa, kiedy ludzie żyli blisko Natury. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na ukazanie starej religii przez pisarkę. Bradley tworząc strukturę wierzeń Avalonu, wykorzystała opracowanie Jamesa Frazera Złotą Gałąź (to studium mitologii i religii jest często krytykowane za niekompetencję, gdyż teorie Frazera są tylko spekulacją i próbą odnalezienia podobieństw między poszczególnymi religiami), a także założenia kultu Wicca (zresztą przez jakiś czas autorka była mocno zaangażowana w neopogaństwo) – jeśli interesuje Was ten wątek, przeczytajcie artykuł Joanny Mality, która przyrównuje Mgły Avalonu do wiccańskiej księgi zbójeckiej.

Co może nużyć w Mgłach Avalonu (ale nie musi)?

Powieść, jak każdy widzi, to opasłe tomiszcze (ok. 1200 s.), w którym są zawarte myśli i punkty widzenia różnych kobiet, mające związek z poszczególnymi wydarzeniami w opowieści, zatem snucie rozważań dotyczących tych samych historii, może sprawiać wrażenie zapychacza kartek. Zapewne spotkacie się też z opiniami, że powieść jest nudna, przegadana i najzwyczajniej nieciekawa. Nie zgadzam się z tym. Mgły Avalonu rzeczywiście są „wolną” lekturą, lecz bynajmniej nie można powiedzieć, że przegadaną. Marion Zimmer Bradley rozpisała interesujące portrety psychologiczne kobiet, które przez wieki były tylko zapisem na marginesie wszelkich adaptacji mitu arturiańskiego. Niekiedy te postaci mogą być irytujące i wcale nie przedstawiać feministycznego modelu kobiety, ale według mnie ukazują prawdę o nich, a to w literaturze jest najważniejsze.  

Rozumiem zamysł Bradley mający na celu podkreślenie narracji kobiet i opowiedzenie historii ich oczami, dlatego też nie zauważymy np. krwawych scen wojennych z Saksonami, lecz tylko zostanie podkreślone (bez przykładów) ich okrucieństwo i barbarzyństwo (inna rzecz, że kobiety były wtedy separowane od takich konfliktów, nie uczestniczyły czynnie w działaniach zbrojnych). Podobnie sprawa ma się z księżmi chrześcijańskimi – nie można zobaczyć bezpośredniej konfrontacji Morgiany czy Vivanny z księdzem, ale jest mowa o ich wąskim, nietolerancyjnym spojrzeniu na świat. Brak wymienionych wcześniej rzeczy może wydawać się niekonsekwencją pisarki, jednakże ma to swoje uzasadnienie. Bradley wcale nie chciała skupiać się na tle powieści, lecz na samych postaciach, ich wierze, a także wątku przemijania – ludzi, religii, kultury, oraz tym, jak historia przemienia się w mit. Inna rzecz pamiętajmy, że w narracji dominuje Morgiana, zatem jej pogląd na świat jest tendencyjny.

Mit  

Tym samym chciałabym podjąć problem tworzenia mitu w Mgłach Avalonu, który właśnie jest spowity tytułową mgłą. Bohaterowie zauważają, że istnieje więcej światów niż ten „tu i teraz”, czego przykładem może być kraina elfów oderwana od realnego czasu – tak też oddala się od niego Avalon, a następnie powoli Kamelot i trwają poza narracją rzeczywistą. Z odejściem w mgły wiąże się zmiana dziejów, zmiana narracji – zauważymy, że wszyscy bohaterowie w chwili „odejścia”, „pożegnania” są spokojni i szczęśliwi już w zasadzie na zawsze, natomiast pozostawiony przez nich świat nadal jest trapiony przez przyziemne problemy.

Jeśli interesuje Was temat tworzenia się mitów, polecam lekturę powieści Las ożywionego Mitu Roberta Holdstocka, której recenzję znajdziecie tutaj.

Kwestia wiary

Jak już wspominałam, głównym tematem powieści jest starcie starej religii z nową, a ma on swoje odzwierciedlenie w relacjach międzyludzkich. Zatem zauważycie: napięcie między Morgianą (poganką) a Gwenifer (gorliwą chrześcijanką), konflikt wewnętrzny Artura dotyczący wyboru pomiędzy siostrą a żoną (król, jak przekonacie się w trakcie lektury, jest pod ich ogromnym wpływem).  

Chrześcijaństwo, na modłę fanatycznych księży, jest tutaj szeroko krytykowane, lecz nie zapominajmy, kto ma dominującą rolę w narracji – Morgiana. Dlatego zarzut faworyzacji pogaństwa jest tutaj bezzasadny, gdyż zarówno Merlini (służący królowi i Avalonowi): Talesin i Kevin, dostrzegają nie tylko nieuchronność zmiany czasów, lecz także, że nowa wiara wcale nie jest antagonistyczna wobec starej. I w tym miejscu warto zwrócić uwagę na wątek przewijający się w całej powieści, a mianowicie, że wszyscy bogowie są w zasadzie jednym Bogiem, a wszystkie boginie jedną Boginią, do czego dojrzewa buntująca się przez całą akcję Mgieł Morgiana.

Bradley ponadto podkreśla wątpliwości związane z wiarą, dzięki czemu bohaterowie nie są jedynie bezmyślnymi kukłami na wzór typowego chrześcijanina czy poganina.

[mówi Kevin – Merlin]

Wydaje mi się, że zaszła wielka zmiana w sposobie ludzkiego myślenia, w tym jak ludzie patrzą na świat, tak jakby teraz jedna prawda musiała wypierać wszystkie inne, tak jakby wszystko, co nie jest ich prawdą, było kłamstwem.

[mówi Kevin do Morgiany]

Może jest tak, że w ogóle nie ma żadnych Bogów ani Bogiń, a my się spieramy o puste słowa? (…) Jakaś wiedza, jakaś pieśń, jakieś piękno musi przetrwać, zanim świat pogrąży się w ciemnościach.

[rozmowa Lancelota z Morgianą]

Czasami zaczynam wierzyć, Lancelocie, że to, co robimy, nie ma żadnego znaczenia. Bogowie robią z nami, co chcą, a nam się tylko wydaje, że to nasze czyny. Jesteśmy tylko narzędziami w ich rękach.

– Gdybym w to uwierzył – odparł Lancelot – musiałbym oszaleć raz na zawsze.

– A ja bym chyba oszalała, gdybym w to właśnie nie wierzyła. Ja muszę wierzyć, że nie w mojej mocy było czynić inaczej, niż robiłam.

…muszę wierzyć, że nigdy nie miałam wyboru… wyboru, by odmówić Wielkiego Związku, wyboru by móc ziszczyć Mordreda przed narodzeniem, wyboru, by odmówić, gdy Artur oddawał mnie Uriensowi, wyboru, by nie przyłożyć ręki do śmierci Avallocha, wyboru, by zatrzymać Accolona u mego boku… wyboru, by oszczędzić Kevina i Nimue…

Pisarka pokazuje, że każda religia podszyta fanatyzmem bądź traktowana bez pokory przez wyznawców może doprowadzić do tragedii. W zasadzie obnaża przykrą prawdę, że ludzie interpretują dogmaty religijne w kontekście odczuwanego żalu, żądzy władzy czy też udowodnienia własnej wartości, a to wszystko zazwyczaj ma opłakane skutki (nawet jeśli czyni się coś dla „dobra” większości).   

Warto, a nawet trzeba, wspomnieć również o przedstawieniu starej religii w oparciu o założenia Wicca (popularny ruch neopogański w USA). Zatem ujrzymy analogie z czczeniem kilku bóstw np. Potrójnej Bogini oraz Rogatego Pana; świętowaniem poszczególnych pór roku (Koło Roku) np. ognii Belatanu; istotna rola księżyca, który ma wspomóc kapłankę, by ta stała się Boginią; odprawianie tzw. Wielkiego Rytuału, czy też obecność świętych Regaliów druidów albo rytualny sztylet kapłanki przypominają wiccańskie przyrządy. Mgły Avalonu oprócz pięknej i oryginalnie ukazanej historii są przede wszystkim dziełem sztandarowym dla ruchu Wicca. Na stronach internetowych poświęconych neopogaństwu, można zauważyć powtarzającą się opinię, że lektura powieści często przekonywała czytelników do rozpoczęcia przygody z neopoganizmem.

Podsumowując:

Marion Zimmer Bradley w finezyjny sposób przedstawia nam dzieje Króla Artura i Morgiany. Autorka ani razu nie popada w pompatyczny ton, który miałby sugerować, że jej opowieść jest tą najlepszą. W dziele znajdziecie wiele „smaczków”, takich jak potwów z Loch Ness czy legenda związana ze Świętym Graalem. Mgły Avalonu tworzą atmosferę pełną metafizyki, stąd można je nazwać pewną formą duchowości, nowego spojrzenia na wiarę, mit. Pomimo mnogości konfliktów i trudnych relacji, powieść ta nie przytłacza, a zaprasza do rozważania złożoności ludzkiej natury. Nie bez przyczyny Mgły Avalonu są zaliczane do kanonu klasyki fantasy. Zatem nie zrażajcie się liczbą stron (według mnie autorka i tak się pośpieszyła nieco z zakończeniem), to ogromne tomiszcze gwarantuje Wam magiczną przygodę z na nowo powołanymi do życia postaciami mitu arturiańskiego i ukazuje ich ludzkie oblicza.

Ocena: 10/10

Jeśli chcielibyście zostać patronami Fantasmarium i pomóc nam w dalszym rozwijaniu portalu, gorąco zapraszamy do odwiedzenia naszego profilu w serwisie Patronite:



Categories: Klasyka, Książki, Zagraniczna fantastyka

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

2 replies

  1. Czytałam tę książkę kilka lat temu i, będąc młodą i głupią, wielu jej aspektów nie ogarnęłam. Teraz będę miała okazję, żeby to nadrobić 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: