„Uczeń Skrytobójcy” Robin Hobb – recenzja

Po bardzo przyjemnej lekturze Kłamstw Locke’a Lamory Scotta Lyncha postanowiłem sięgnąć po kolejnego klasyka fantastyki, a mianowicie Ucznia Skrytobójcy Robin Hobb (po części zachęcony jej opowiadaniem ze zbioru Księga Mieczy). Czy historia Bastarda Królewskiego zasłużenie pojawia się na niemal każdej liście książek fantasy, które warto przeczytać? Przekonajmy się.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to trudno Uczniowi Skrytobójcy cokolwiek zarzucić. Twardookładkowe wydanie Maga prezentuje się naprawdę świetnie (warto dodać, że pozostałe książki Robin Hobb zostały wydane w podobnej konwencji), a ilustracje Dagmary Matuszak doskonale komponują się z samą powieścią. W trakcie lektury warto też spojrzeć na znajdującą się na końcu książki mapę Królestwa Sześciu Księstw, aby lepiej zrozumieć niektóre wątki zawarte w fabule. Teraz przyjrzyjmy się treści debiutu literackiego Robin Hobb.

W swojej powieści Robin Hobb opowiada nam historię Bastarda, bękarta kochanego przez lud dziedzica korony Królestwa Sześciu Księstw, księcia Rycerskiego. W wieku sześciu lat, bezimienny jeszcze chłopiec trafia pod opiekę stajennego Brusa i już pierwszego dnia przekonuje się, że jego życie nie będzie należało do najprostszych. Kiedy Rycerski postanawia zrzec się swoich praw do tronu, sytuacja Bastarda komplikuje się jeszcze bardziej. Jaką rolę chłopiec odegra w przyszłości Królestwa Sześciu Księstw? O tym będziecie już musieli przekonać się sami.

Z pewnością zwróciliście już uwagę na znaczące imiona szlachetnie urodzonych bohaterów – chociażby książę Rycerski, czy księżna Cierpliwa. Bardzo szybko okazuje się jednak, że są one niczym więcej niż wskazówkami, sugerującymi w którą stronę powinna podążyć dana osoba, a to, czy się do nich zastosuje, zależy już tylko od niej. Czyny człowieka ważą więcej, niż posiadany przez niego tytuł.

Być może z tamtego właśnie czasu wywodzi się tradycja, by córom i synom szlachetnego rodu nadawać imiona mające kształtować ich los. Według wierzeń ludu wywierały one magiczny wpływ na życie nowo narodzonych dzieci; owoce królewskiego drzewa musiały uosabiać cnoty swego miana… lecz historia daje nam dowody, że nie zawsze wystarczało zobowiązać dziecinę imieniem cnoty…

Tutaj właśnie dochodzimy do, według mnie, największej zalety powieści Robin Hobb – wiarygodnych bohaterów. W trakcie lektury ani razu nie miałem wrażenia, że autorka musiała nagiąć charakter którejś z postaci, na potrzeby fabuły – wszyscy postępują zgodnie ze swoimi doświadczeniami i przekonaniami. Podobnie jak w przypadku Kłamstw Locke’a Lamory Scotta Lyncha, już po kilkunastu stronach odczuwałem silną więź z bohaterami – szczerze zależało mi na ich dalszych losach. To jednak nie wszystko – oprócz skonstruowania interesujących, wiarygodnych postaci, autorce udało się również zbudować pomiędzy nimi prawdziwe, żywe relacje. Ojcowska więź łącząca Bastarda z Brusem, czy przyjaźń bękarta z Błaznem, to prawdziwe dzieła sztuki i już one same wystarczyłyby mi, do polecenia Ucznia Skrytobójcy każdemu miłośnikowi fantastyki.

Pomimo iż relacje łączące bohaterów są, w mojej opinii, najważniejszym elementem powieści Hobb, to fabuła w żaden sposób nie schodzi tutaj na drugi plan. O ile na początku rywalizacja o tron Królestwa Sześciu Księstw wydaje się być na pierwszym planie, o tyle później ustępuje ona miejsca zagrożeniu ze strony piratów pływających na Szkarłatnych Okrętach oraz roznoszonej przez nich chorobie, pozbawiającej zakażonych ludzkich uczuć Kuźnicy.

Warto wspomnieć, że kilka wątków nie zostało jeszcze należycie rozwiniętych – Uczeń Skrytobójcy jest zaledwie pierwszym tomem naprawdę długiego cyklu. Po zakończeniu lektury wiele kwestii dotyczących chociażby systemu magii (Rozumienie i Moc), czy historii niektórych bohaterów (na myśl od razu przychodzi mi tutaj tajemniczy Błazen), pozostało dla mnie niejasnych – spokojnie jednak, wyjaśniają się one w kolejnych książkach Robin Hobb.

Istotną informacją jest również fakt, że narratorem narratorem Ucznia Skrytobójcy autorka uczyniła samego głównego bohatera . Na szczęście to bardzo ryzykowne zagranie, w przypadku Robin Hobb zakończyło się pełnym sukcesem i działa na korzyść powieści.  

Podsumowując:

Uczeń Skrytobójcy Robin Hobb to wspaniała powieść, według mnie zasłużenie znajdująca się na niemal każdej liście książek fantasy, wartych przeczytania. Wiarygodni bohaterowie, wspaniale skonstruowane łączące ich relacje, oraz emocjonująca fabuła trzymająca czytelnika w napięciu od pierwszej, aż do ostatniej strony sprawiły, że czytanie o przygodach Bastarda Rycerskiego było dla mnie mnie czystą przyjemnością. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji zawitać do Królestwa Sześciu Księstw, a jesteście miłośnikami fantasy – gorąco polecam.

Ocena: 10/10

Książkę możecie kupić pod tym linkiem.




Categories: Klasyka, Książki, Zagraniczna fantastyka

Tags: , , , , , , , , , , ,

6 replies

  1. A to zaledwie pierwsza część 🙂 Nie wspominając, o tym jak łączą się wątki fabularne pomiędzy różnymi cyklami Robin Hobb. Ja również uwielbiam tę serię. Potrafi utrzymać w napięciu (rozwiązanie kwestii chorych na kuźnicę i pochodzenia tej ‚choroby’ samo w sobie było niesamowicie wciągające), a dla mnie stanowiła ciekawe, odświeżające podejście do fantasy. Wszędzie jest magia, wojny, królowie i cały ten fantastyczny pakiet, ale pomysłowość p. Hobb potrafi zaskoczyć i usatysfakcjonować 🙂

    Czytając Ucznia Skrytobójcy i kolejne części miałem też wrażenie, że tytułowy bohater nie jest typowym bohaterem fantastycznym pokroju Drizzta Do’Urdena (Rambo niszczyciel i zbawca narodów w jednym), a sama historia jest może i bardziej istotna od losów samego Bastarda, co moim zdaniem dodaje charakteru powieści.

    Polecam 🙂

    • Wszystko przede mną. 🙂 Też zwróciłem uwagę na nietypowego bohatera i bardzo mi taka sytuacja odpowiada. W dodatku łatwo przywiązać się do poszczególnych postaci – piękna sprawa.
      Dzięki za komentarz!

  2. Dla mnie najśmieszniejsze jest to, że moja przygoda z tą serią zaczęła się… od trzeciego tomu 😀 Pożyczyłam go od znajomych i w trakcie czytania zorientowałam się, że coś nie gra 😀 Co nie zmienia faktu, że zakochałam się w powieściach Robin Hobb i uwielbiam ją całym sercem (i muszę się pochwalić, że mam autograf autorki :D)

  3. Swego czasu mialam na półce kilka tomow powiesci Hobb o zywostatkach. Z tym, ze nie byly po kolei (zakupy na wyprzedazy). Probowalam je tak czytac, ale wiele z tego nie wyszlo i jak na razie jakos mi z nia nie po drodze.

    • Ja na „Żywostatki” będę niebawem polował. A co do pozostałych książek Hobb – myślę, że warto zacząć właśnie od „Ucznia Skrytobójcy”. 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: