Kinowe podsumowanie roku 2017

Rok 2017. Jak wyglądał pod względem filmowym? Bardzo dobrze. Filmowe uniwersum Marvela urosło jeszcze bardziej w siłę, spychając w pełen pajęczyn kąt filmowe uniwersum DC, którego broniła dzielnie tylko Gal Gadot i jej Wonder Woman.Netflix udowodnił po raz kolejny, że wie, jak tworzyć dobre produkcje i pokazał, że im mniej ograniczeń ze strony producentów i wytwórni, tym lepiej. Mieliśmy także wysyp nikomu nie potrzebnych kontynuacji, ale do tego zdążyliśmy już przywyknąć. Resident Evil, Underworld – to by było na tyle, nie chcemy więcej, dziękujemy. Zeszłoroczne podsumowanie postanowiłem przedstawić w sposób tradycyjny, a więc najlepszą dziesiątką. Nie było to łatwe, ponieważ rok 2017 obrodził nam w dużo pereł. Zdecydowałem więc ograniczyć się do filmów tylko i wyłącznie wydanych w kinach, poza jednym wyjątkiem. Poniższa kolejność jest zupełnie przypadkowa. Tyle słowem wstępu, gorąco zapraszam do lektury. 

  1. Colossal; reż. Nacho Vigalondo

Colossal zaskakuje od samego początku. Anne Hathaway, którą możemy pamiętać chociażby z bardzo dobrego Interstellar, tutaj wciela się w rolę Glorii – bezrobotnej, nie wylewającej za kołnierz dziewczyny, mieszkającej ze swoim miłym i spełnionym facetem. Do momentu, aż ten ma jej dosyć. Żaden z nas nie ma niezliczonych pokładów cierpliwości, nie inaczej jest z jej chłopakiem. Decyduje się on więc na „lekką” sugestię, że coś trzeba zmienić i po prostu pakuje jej rzeczy. Gloria, chcąc stać się lepszą, wraca do swojego rodzinnego miasteczka, a w tym samym momencie w Seulu, stolicy Korei Południowej pojawia się gigantyczny potwór. Kilkanaście minut później zaczynamy rozumieć, na jakich zasadach działa więź głównej bohaterki z potworem. Jej historia ewoluuje w trakcie filmu w coś o wiele bardziej kompleksowego, niż głupiutki slogan reklamujący dzieło reżysera Nacho Vigalondo. Sam film staje się jedną wielką miksturą z kilku gatunków (sci-fi, filmu akcji, komedii romantycznej, thrillera i „monster-movie”). Co najlepsze, nikt się w tym miksie nie gubi, wszyscy z reżyserem włącznie wiedzą dokładnie, jaki cel sobie założyli i jak go osiągnąć. Rejon pomiędzy art-house’owym kinem indie, a wybuchowym blockbusterem może jest wyjałowioną pustynią, lecz Monstrum kapitalnie wyciąga dobre elementy z obu światów i całkiem udanie łączy je w całość. Panie Nacho Vigalondo, więcej proszę.

  1. Guardians of the Galaxy VOL. 2; reż. James Gunn

Ubiegły rok należał do Marvela, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Najlepsze jest to, że nie wygląda na to, by coś miało się w tej kwestii zmienić w 2018 roku. Ale tak naprawdę trudno się dziwić, gdy robi się tak elegancko zbalansowane filmy. Druga część Strażników Galaktyki to czysta, niezmącona niczym przyziemnym przyjemność. Film Jamesa Gunna dokopuje się w końcu do osobowości bohaterów – pierwsza część nie miała na to zbytnio czasu. Jest zabawna, choć momentami bardzo sentymentalna. Peter „Star Lord” Quill postanawia rozmówić się ze swoją przeszłością i odnajduje swojego ojca, Sylvester Stallone zalicza krótki występ, a OST tworzy mega klimat. Strażnicy nie stracili chemii, która przesądziła o sukcesie części pierwszej. Warto, chociażby dla sceny otwierającej film, która według samego reżysera była chyba najbardziej skomplikowaną do stworzenia sceną w jego karierze. Czy z całą tą destrukcją, problemami rodzinnymi,  sentymentalizmem i ogólną epickością to dobra kontynuacja? Zdecydowanie tak. Moim zdaniem, jeszcze lepsza od oryginału. Po seansie będziecie tak szczęśliwi, jak tańczący Baby Groot. 

  1. War for the Planet of the Apes; reż. Matt Reeves


Ci z Was, którzy widzieli dwa pierwsze filmy z trylogii traktującej o inteligentnym szympansie Caesarze, wiedzieli, że wszystko zmierza tylko w jednym kierunku. Wojna o naszą planetę była nieunikniona. Gdy straty po stronie małp stają się coraz większe, Caesar wraz z grupą swoich poddanych opuszcza wioskę, w której się osiedlili i udaje się w kierunku opustoszałego San Francisco. Ich cel? Odnaleźć i zemścić się na Woodym Harrelsonie i jego agresywnie fanatyczno-militarnej grupie, której przewodzi. W filmie istotną rolę odgrywa też niema dziewczynka o imieniu Nova (zaznajomieni z oryginalnymi filmami wychwycą puszczenie oczka twórców), której obecność delikatnie podpowiada nam, w jaki sposób mogą się potoczyć następne filmy, choć nie na tyle, by było to oczywiste. Wojna… w sposób udany i mega emocjonalny kończy trylogię, dokonując czegoś, co udaje się tylko filmom nielicznym. Jak idealnie zamknąć trylogię? Dokładnie w taki sposób. Inni twórcy powinni się uczyć, jak to robić właśnie na tym przykładzie. Paradoksalnie – jest to najbardziej ludzki film, jaki widziałem w ubiegłym roku. 

  1. It; reż. Andres Muschietti

Nawet jeśli Hollywood porzuciłby wydawanie horrorów w ostatnich kilku miesiącach roku 2017, to ciągle byłby to świetny rok dla gatunku. Split, Get Out, It – każdy jeden był zarówno bardzo dobrym filmem pod względem jakości, jak i pod względem zarobkowym. Ekranizacja przerażającej powieści Stephena Kinga pobiła wszystkie jesienne premiery kinowe i kilkanaście rekordów Box Office’u, zgarniając $123 miliony w premierowy weekend, a kończąc z lekko poniżej $700 milionami zarobku na całym świecie. Oto fragment recenzji opublikowanej na naszych łamach miesiąc temu:

Film bardzo dobrze portretuje jedność spajającą grupę naszych głównych bohaterów. Gdy najgorsze i najmroczniejsze lęki wizualizują się na ich oczach, Ci wyruszają na poszukiwanie czegoś, co odwiedziło i nęka ich miasteczko. Ta zgraja nastolatków to nie bohaterowie, tylko przerażone dzieciaki, które muszą dokonać wyboru, czy podjąć pojedynek czy nie. Co ważniejsze – czujemy ich walkę z samym sobą, gdy wybory, których mają dokonać są niejasne. Przecież umysł dwunastolatka nie jest w stanie odróżnić swojego strachu od strachu rówieśnika. Film odwala kawał dobrej roboty, nie osądzając swoich postaci, tylko pozwalając im na przeżywanie swoich historii na swój własny sposób. Robi to wszystko, będąc jednocześnie tłem dla głównej osi fabularnej z klaunem Pennywise.”

Całość możecie przeczytać tutaj.

  1. Thelma; reż. Joachim Trier

Fragment rozpoczynający film to niełatwa rzecz. Jako młode dziecko, Thelma znajduje się w śnieżnej dziczy wraz ze swoim ojcem, polują. Trzymając pewnie swój karabin, pełny opanowania mierzy w zwierzynę. Po krótkiej chwili, zaczyna obracać lufę w stronę głowy swojej córki. Nie jestem pewny, czy kiedykolwiek widziałem tak mocno sportretowane cierpienie rodzica w stosunku do swojego dziecka, tym bardziej w otwierającej scenie. Możecie mieć pewność, że od tego momentu Thelma ani na moment nie przestanie Was interesować. Nie dowiadujemy się, co spowodowało, że ojciec głównej bohaterki – jakby nie było religijny człowiek – celuje w nią swoim karabinem, aż do późniejszego momentu filmu. Ja prawie zapomniałem o całym zajściu, dopóki Trier nie zabrał mnie z powrotem do tej sytuacji, idealnie wyważonym flashbackiem, który był tak samo szokujący, jak początek filmu. Nic w Thelmie nie dzieje się bez efektu motyla; rzadko o film, który w dodatku jest tak satysfakcjonujący, szczególnie jeśli historia jest tak nasączona melancholią. Nawet uderzające do głowy fale pierwszej miłości i pierwszego pożądania są uchwycone tak idealnie, że potrafią wywoływać taki sam zachwyt, jakiego bohaterowie doświadczają na ekranie. Do dzisiaj mam problem przypomnieć sobie film, który operował emocjonalną elektrycznością i pasją w taki sposób. Do tego momentu Thelma nie jest wyśmienita. Sposób, w jaki jest nakręcona, wykracza poza ramy wyśmienitości. Nawet w zobrazowaniu wszystkich złych rzeczy, które dzieją się na ekranie czai się niesamowite piękno tylko czekające na dostrzeżenie. Większość z tych obrazów objawia się w wodzie: jej pocie, w lodzie, w wannie, w jeziorze. Thelma to film, który warto obejrzeć. Jego piękno natomiast dostrzeże tylko wrażliwe oko. 

6. Logan; reż. James Mangold

W przyszłości James Howlett mieszka w Teksasie i pracuje jako szofer. Możesz go wynająć, by zabrał Cię na rundkę po mieście. Możesz go wynająć na swój wieczór panieński. Ma przystępną cenę i całkiem niezły samochód. James miewał lepsze dni, przynajmniej fizycznie rzecz biorąc. Mentalnie zawsze balansował na krawędzi. Jednak jego ciało nie regeneruje się w sposób taki, jaki miało to miejsce kiedyś. James korzysta z okularów do czytania, a jego ostrza z adamantium mają czasem problem, by wrócić na swoje miejsce. Starość nie radość, młodość nie wieczność. Logan to film pełen przemocy. Jest napakowany akcją, ale nie tym rodzajem ze Strażników Galaktyki, tutaj nie ma miejsca na śmiech i komedię. Wiemy, że jest to ostatni film o Wolverinie, wiedzą to również bohaterowie. Patrick Stewart w roli cierpiącego na demencję Profesora X sprawia, że serce pęka. Jest on kręgosłupem filmu i bardzo dobrze łączy go z resztą X-Menowego uniwersum. Ciężko porównywać Logana z innymi filmami o X-Menach, gdyż nie jest to film, którego motorem napędowym jest grupa. James Howlett występuje solo. Film dryfuje w kierunku mroku, jednak biorąc to za negatywną rzecz to tak jakby karcić Joy Division – albo jeszcze celniej – Hurt Johnnego Casha za właśnie wcześniej wspomnianą mroczność. Całość dopełnia świetny soundtrack Marco Beltramiego, który przywodzi na myśl ponury western, tak dobrze pasujący do Teksasu i pożegnania się Hugh Jackmanem w roli najbardziej znanego ludzkości mutanta. Całkiem możliwe, że jeszcze długo nie zobaczymy tak elegijnego filmu bazującego na kartach komiksu. 

  1. Blade Runner 2049; reż. Dennis Villeneuve

Jeśli oryginał był czymś w rodzaju postmodernistycznego poszukiwania duszy z domieszką relatywizmu, to jak sklasyfikować jego sequel? Nie zrobię tego – po prostu przedstawię Wam fragment recenzji opublikowanej u nas w październiku:

To, co oglądamy na wielkim ekranie to najbardziej schludnie wykonany i zaskakujący kawał kinematografii, jaki został stworzony od czasów oryginału. Zdjęcia zrobione z istną perfekcją to prawdziwy majstersztyk powodujący, że poprzeczka dla twórców futurystycznego sci-fi zostaje podniesiona naprawdę wysoko. A to, że nowy Łowca Androidów znosi tak dobrze porównanie do najbardziej wpływowego filmu – między innymi pod względem estetycznym – ostatnich 40 lat, jest warte odnotowania. Problem nie leży w tym, że Blade Runner 2049 jest idealnym kompanem pierwszej części. Chodzi o to, że jest za dobry, by być tylko tym. Villeneuve stworzył coś, co absolutnie musi zostać doświadczone w kinie, bez żadnych bodźców zewnętrznych przeszkadzających w seansie. Tylko tak jesteśmy w stanie w pełni docenić smutny komentarz traktujący o człowieczeństwie; futurystycznej architekturze; wiecznie działającym krajobrazie wideo-reklam; bezustannym odgłosie brzęczenia w tle; kolorach neonów przeplatających się z mokrym od deszczu Los Angeles. To wszystko składa się na piękny koszmar wizji potencjalnej przyszłości, od której wcale nie jesteśmy tak daleko, jak mogłoby się wydawać.

Całość możecie przeczytać tutaj.

  1. Okja; reż. Bong Joon-ho

Bong Joon-ho po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najlepszych reżyserów na świecie. Zagłębia się w chciwość korporacyjnej Ameryki i jej efektów na dziecku – w tym wypadku na małej dziewczynce – która nie cofnie się przed niczym, by uchronić swojego najlepszego przyjaciela przed przeznaczoną mu rzeźnią. Okję można przyjąć na dwa sposoby. Dla jednych będzie to Spielbergowska bajka mieszająca E.T. z przesłaniem, że mięso = morderstwo. Dla innych będzie to cyniczna opowieść, gdzie ratowanie najbliższej nam sercu jednostki wystarczy, ubój jest kontynuowany na innych, a uratowana jednostka kryje się gdzieś w odległym zakątku świata, przymykając oko na zło dziejące się za horyzontem. Po seansie trudno jest powiedzieć, którą drogę obrali twórcy Okji. Całość klaruje się trochę bardziej, gdy oglądamy wywiady z aktorami i ludźmi, którzy brali udział w powstawaniu filmu, dowiadujemy się bowiem, że większość obrała tą pierwszą, natomiast Tilda Swinton i reżyser bardziej odchylali się w tę drugą. Jest to o tyle ciekawe, że widzowie (najczęściej) obiorą trzecią – bardziej katartyczną wersję Niekończącej się Opowieści w której najistotniejsza jest dziewczynka, gigantyczne stworzenie i więź, która się pomiędzy nimi tworzy. Netflixowa produkcja zadaje pytania, które dla jednych mogą okazać się bardziej odkrywcze, niż dla drugich. To czy będzie w stanie zmienić któregoś z Was w weganina to inna sprawa, gdyż film nie utrzymuje się zbyt długo na popieraniu tej kwestii. Polecam wszystkim, choć cynicy z krwi i kości będą się bawić najlepiej. 

  1. A Ghost Story; reż. David Lowery

To co zrobiło A Ghost Story to istny majstersztyk pomysłowości. Zamysł niby oczywisty, jednak nikt nie wpadł wcześniej na to, by zrobić to w taki sposób. David Lowery stworzył elegię traktującą o miłości, stracie, czasie i egzystencji. Całość jest bardzo prosta. Jak wygląda życie dla ducha? Co czas, miejsce i związek partnerski znaczą dla ducha? Z perspektywy Paranormal Activity już to widzieliśmy, ale co znaczy dom dla kogoś, kto dawno już odszedł z tego świata? Jest to zdecydowanie najlepszy film, jaki widziałem w 2017 roku, zaczynając od zdjęć, subtelnej grze aktorskiej Rooney Mary, a na genialnym w swojej prostocie kostiumie, swobodnie leżącym na Casey Afflecku kończąc. Oszczędnie używając dialogów, nie bojąc się kontemplacyjnych i rezonujących znaczeń, film przekazuje je widzowi w sposób wnikliwy i intymny, używając wizualnej poezji wyciągniętej żywcem z filmów Terrence’a Malicka. A Ghost Story po seansie będzie Was nawiedzać, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jednak nie w taki sposób, jakiego można by się spodziewać. Jeśli cały czas nie jesteście przekonani, to może zrobi to bardziej obszerny tekst, który pojawi się na łamach Fantasmarium już niebawem.

  1. It Comes at Night; reż. Trey Edward Shults

Wyobraźcie sobie, że macie głowę w imadle. Tak, w imadle. Metalowym imadle, które służy do przytrzymywania przedmiotów, z reguły takich, które są przeznaczone do obróbki. Więc macie tam swoją głowę, pomiędzy jednym metalowym blokiem a drugim. Imadło się zaciska. Z każdą sekundą czujecie coraz to większą siłę uciskającą waszą kruchą czaszkę. Jeszcze chwila i rozlegnie się gruchot kości. Nagle wszystko popuszcza, przychodzi ulga, nic już nie uciska. Możecie się rozluźnić, rozmasować skronie. Jednak chwila spokoju nadeszła tylko dlatego, by jeszcze bardziej odczuć nagłe uderzenie młotem w potylicę.

Tak właśnie czułem się po obejrzeniu It Comes at Night, filmu osadzonego w tajemniczym post-apokaliptycznym świecie, osadzonym w nie tak odległej nam przyszłości. Joel Edgerton wciela się w byłego nauczyciela historii, który zrobi wszystko, by pomóc przetrwać swojej rodzinie. Wszystkie jego wartości są poddane najcięższej próbie, gdy Christopher Abbott pojawia się w okolicach jego schronienia, szukając pomocy dla swojej żony i dziecka. W jego interesie leży zweryfikowanie, czy mężczyzna, który się pojawił, mówi prawdę. It Comes at Night ma największą siłę rażenia, gdy ogląda się go w nocy. Wtedy, gdy widz doświadcza ciemności w takim samym stopniu, w jakim doświadczają jej bohaterowie. Ten film to czysta, klaustrofobiczna przyjemność pełna paranoi. Trey Edward Shults chciał stworzyć dewastujący emocjonalnie film, który mówi o strachu przed śmiercią. Śmiercią naszą i naszych bliskich oraz o tym, jak niebezpieczne jest to uczucie, i co potrafi z nami zrobić jeszcze za życia. Słysząc wdech powietrza i ciszę na całej sali kinowej podczas napisów końcowych, jestem pewien, że mu się to udało. 

Jak sami widzicie rok ten był pełen naprawdę dobrych filmów. Jeśli jeszcze Wam mało podsumowań to zapraszam do obszerniejszej listy Piotra, którą znajdziecie tutaj. Jakie filmy najbardziej zapadły Wam w pamięć w ubiegłym roku? Coś godnego uwagi? Na czym się zawiedliście? Piszcie!

 



Categories: Filmy, Listy, Różne

Tags: , , , , , , ,

6 replies

  1. Całkowicie zgadzam się z opinią o kontynuacji „Strażników Galaktyki”. Mimo że jestem dopiero po pierwszych kilku minutach, to sama scena otwierający mówi jasno, że oglądanie będzie czystą przyjemnością 🙂

  2. Kurcze, Okja nadal przede mną. Nie mogę się zebrać od miesięcy 🙂

  3. Ależ mnie czeka filmów do nadrobienia, jestem w takim tyle, że neandertalczyk mnie wyprzedził 😀

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: