Komiksy, które warto przeczytać – „Batman. The killing joke”

Niedawno po raz pierwszy na Fantasmarium pojawił się artykuł dotyczący gry komputerowej (Silent Hill 2), tym razem przyszedł czas na kolejną nowość, a mianowicie komiks – “Batman. The killing joke”. Dzieło Alana Moore’a i Briana Bollanda, które dostałem niedawno w prezencie od żony, pojawia się niemal w każdym zestawieniu najlepszych powieści graficznych. Dlaczego? Przekonajmy się.

#Artykuł zawiera spoilery#

W latach 80. XX wieku w świecie komiksu, oprócz przedstawiania nowych postaci (jak chociażby w genialnym “The Watchmen”), starano się też odświeżyć, a czasem po prostu zredefiniować bohaterów znanych publiczności od bardzo dawna. “Killing joke”,  jest jedną z właśnie takich powieści graficznych – pokazuje w nowym świetle nie tylko relację Batmana i Jokera, lecz także szczegółowo opisuje pochodzenie tego drugiego.

There were two guys in a lunatic asylum…

Już ilustracje na kilku pierwszych stronach idealnie oddają nastrój całego komiksu – leje rzęsisty deszcz, przeważają ciemne, chłodne kolory, a Batman, po raz kolejny, udaje się do słynnego szpitala psychiatrycznego Arkham Asylum (kadr, na którym Bruce wchodzi przez bramę to, według mnie, po prostu mistrzostwo świata). Tym razem nie chodzi jednak o zamknięcie kolejnego szalonego kryminalisty. Batman uświadamia sobie, że jeśli nic się nie zmieni, to jego relacja z Jokerem zakończy się śmiercią jednego z nich, dlatego też postanawia odbyć ze swoim największym przeciwnikiem rozmowę, która może zaważyć na przyszłości tak bohatera, jak i złoczyńcy.  Jak się jednak okaże, “pacjent 801” uciekł już ze swojej celi i ma zupełnie inne plany.

All it takes is one bad day to reduce the sanest man alive to lunacy.

W “The killing joke” Joker postanawia udowodnić całemu światu, że do tego, aby popaść w szaleństwo, wystarczy jeden naprawdę zły dzień – nawet komuś takiego jak James Gordon, ostoja normalności w Gotham opanowanym przez zamaskowanych mścicieli i złoczyńców. Jak dowiadujemy się później ze wspomnień szaleńca (trudno jednak uznać takie źródło informacji za wiarygodne), jego samego samego spotkała podobna historia – osobista tragedia zepchnęła go w otchłań szaleństwa. Ukazując historię Jokera w taki sposób, Alan Moore i Brian Bolland wprowadzają kolejne podobieństwo pomiędzy nim a Batmanem – jeden zły dzień bezpowrotnie zmienił ich życie.

Co zrobiłby James Gordon w podobnej sytuacji? Joker wystawia komisarza na próbę – okalecza i poniża jego córkę Barbarę, a następnie poddaje mężczyznę fizycznym i psychicznym torturom. Pomimo tego, kiedy Batman odnajduje Gordona nagiego, zamkniętego w klatce, ten każe mu dalej postępować zgodnie z prawem i oddać Jokera policji.

… and I want him brought in by the book!… We have to show him! We have to show him, that our way works!

Chwilę później dochodzi do walki pomiędzy odwiecznymi rywalami, Batman jak zwykle jest górą, gasną światła, sprawiedliwość po raz kolejny zwyciężyła. Ale czy aby na pewno?

“The killing joke” to coś więcej. Alan Moore stworzył jedną z najmroczniejszych i bardzo możliwe, że najbardziej brzemienną w skutki dla Gotham historię o Batmanie. Dlaczego? Przyjrzymy się dokładniej historii przedstawionej przez Moore’a i Bollanda i jej poszczególnym kadrom.

Już na stronie drugiej, na biurku pracownicy Arkham widnieje napis – You don’t have to be crazy to work here – but it helps! Chwilę później Batman, odprowadzany przez Gordona i strażnika szpitalnego, idzie przesłuchiwać Jokera. Mężczyzna przebrany za nietoperza, próbuje dogadać się z klaunem-mordercą?  Następnie widzimy, jak Gordon obserwuje przez kraty zamkniętej celi, całą sytuację, wyglądającą jak dyskusja dwóch szaleńców. W trakcie lektury, autorzy wielokrotnie dają czytelnikowi do zrozumienia, że Batmana i jego największego przeciwnika, w rzeczywistości nie dzieli wcale takie wiele, jak można by przypuszczać. Każdy z nich przeżył ogromną, osobistą tragedię, po której ich życie zmieniło się na zawsze. Rodzice Bruce’a zostali zabici w trakcie napadu, a żona Jokera z kolei zginęła w wypadku. Po tych wydarzeniach jeden z nich został zamaskowanym mścicielem, a drugi złoczyńcą, ale trudno zaprzeczyć temu, że obaj, w wyniku przeżytego koszmaru, do jakiegoś stopnia poddali się szaleństwu.

Madness is the emergency exit… you can just step outside and close door on all those dreadful things that happened. You can lock them away forever

Co więcej, na kilku kadrach “The killing joke” mamy okazję zobaczyć poważnego Jokera, bardziej ludzkiego – chociażby w momencie, kiedy wspomina swoją historię – …to reflect upon life, and all its random injustice. Na uwagę zasługuje też po prostu genialna ilustracja – pada deszcz, a krople rozbijają się o kałużę, zaburzając odbicie Jokera, po prostu trzeba to zobaczyć. Dwie strony później widzimy natomiast przerażającą, zapierającą dech w piersi przemianę Jokera.

Remember? Oh, I wouldn’t do that.

W ten sposób coraz bardziej zbliżamy się do mrożącego krew w żyłach zakończenia historii. Na pierwszy rzut oka pokonany Joker wyciąga z garnituru pistolet i strzela do Batmana. Okazuje się jednak, że broń jest pusta. Wydaje mi się, że scena ta znaczy coś więcej, niż tylko pech złoczyńcy. Po raz kolejny widzimy, jak cienka jest granica pomiędzy życiem a śmiercią, szaleństwem a normalnością, czy dobrem a złem. Kiedy zrezygnowany Joker czeka, aż po raz kolejny powtórzy się standardowy cykl – walka, złapanie złoczyńcy, oddanie go do Arkham, dzieje się coś niezwykłego. Dochodzi do jedynej poważnej rozmowy w ich relacji, rozmowy, po której nic już nie będzie takie samo… chwila, czy nie właśnie w ten sposób wyrażali się wcześniej bohaterowie na temat swojego “naprawdę złego dnia”?

Maybe it all hinges on tonight. Maybe this is our last chance to sort the bloody mess out.

To co dzieje się później, jest po prostu prawdziwą magią. Batman wyrzuca z siebie słowa, które planował powiedzieć Jokerowi na początku “The killing joke” – ich relacja zmierza ku zagładzie, w najlepszym wypadku, jednego z nich i bardzo możliwe, że to ostatni moment, aby zapobiec takiemu biegowi zdarzeń. Bruce oferuje swojemu odwiecznemu rywalowi pomoc, zwraca uwagę na to, że bardzo możliwe, iż spotkały ich podobne tragedie i razem mogliby, przynajmniej do pewnego stopnia, wyciągnąć Jokera z objęć szaleństwa. Błazen nie wykorzystuje tego momentu, aby przypuścić zaskakujący atak. Nie kpi z oferty swojego przeciwnika. Przez krótką chwilę Joker wydaje się łamać, ale po chwili, w swojej pierwszej i bardzo możliwe że ostatniej chwili człowieczeństwa, stwierdza, że jest już a późno, o wiele za późno.

No. I’m sorry, but… no. It’s too late for that. Far too late.

Zaraz po tym, Joker opowiada Batmanowi żart, który kojarzy mu się z ich obecną sytuacją.

See, there were these two guys in a lunatic asylum… and one night, one night they decide they don’t like living in an asylum any more. They decide they’re going to escape! So, like, they get up onto the roof, and there, just across this narrow gap, they see the rooftops of the town, stretching away in the moon light… stretching away to freedom. Now, the first guy, he jumps right across with no problem. But his friend, his friend didn’t dare make the leap. Y’see… Y’see, he’s afraid of falling. So then, the first guy has an idea… He says “Hey! I have my flashlight with me! I’ll shine it across the gap between the buildings. You can walk along the beam and join me!” B-but the second guy just shakes his head. He suh-says… He says “Wh-what do you think I am? Crazy? You’d turn it off when I was half way across!

Obaj zaczynają szaleńczo się śmiać, Batman opiera jedną rękę na ramieniu Jokera, deszcz pada coraz mocniej. Coś niezwykłego.

Jak jednak interpretować to zakończenie? Według mnie, żart rozbawił Bruce’a dlatego, że w idealny sposób podsumował jego relację z Jokerem. Obaj są szaleńcami, tworami, pasującymi tylko do świata, który sami stworzyli. Różnica polega tylko na tym, że jeden z nich wierzy w most ze światła rzucanego przez latarkę, w swoiste odkupienie, a ten drugi nie jest w stanie tego zrobić. Batman nareszcie rozumie, że nie jest w stanie zmienić Jokera, tak samo jak Joker nie może zmienić jego – nie tylko są sobie potrzebni, ale tak naprawdę czynią swojego przeciwnika tym, kim jest. Warto wspomnieć też, że jest to chyba pierwszy raz, kiedy ci odwieczni wrogowie śmieją się z tego samego żartu.

Można spotkać się z opinią, że ostatnie sceny “The killing joke” sugerują, że Batman zabił Jokera. Myślę, że jest to bardzo możliwe. Historia opowiedziana w tej powieści graficznej może być nie tylko naprawdę złym dniem życiu Jima Gordona (który z koszmaru wychodzi zwycięsko), lecz także kolejnym złym dniem w życiu Bruce’a, takim, po którym nic już nie będzie takie samo.

Warto zauważyć, że historia większości najbardziej znanych bohaterów, zaczyna się od tragedii, straty, z którą dany bohater po prostu nie może albo nie chce się pogodzić i, do jakiegoś stopnia, popada w obłęd. Joker nie przez przypadek wybiera właśnie Jamesa Gordona do swojego eksperymentu, zdaje sobie bowiem sprawę z faktu, że Batman jest szalony, tak jak on i w rzeczywistości, dzieli ich naprawdę niewiele (na myśl przyszła mi tutaj rozmowa Daredevila z Punisherem w netlixowym serialu).

Jak Wy interpretujecie zakończenie The killing joke? Myślicie, że Batman zabił Jokera? Też sądzicie, że all it takes is one really bad day?

PS. Zapraszam też do lektury kolejnego artykułu z cyklu „Komiksy, które warto przeczytać” – „Saga of the Swamp Thing. Book one.”.

Chcielibyście zostać patronami Fantasmarium i pomóc nam w dalszym rozwijaniu portalu? Gorąco zapraszamy do odwiedzenia naszego profilu w serwisie Patronite:



Categories: Czytanie, Klasyka, Komiksy, Różne

Tags: , , , , , , , ,

2 replies

  1. Mocna opowieść i mocne zakończenie… Wbiło mnie w fotel po przeczytaniu tej recenzji.

    • Mnie wbiło w fotelu po przeczytaniu komiksu. 🙂 Teraz zabieram się za „Batman. Year one” – ponoć też świetna powieść graficzna.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: