„Człowiek z Wysokiego Zamku” (Philip K. Dick) – recenzja

Na dobre zakończenie czytelniczego roku 2017, postanowiłem sięgnąć po sprawdzoną klasykę, laureata nagrody Hugo i najczęściej tłumaczoną książkę Philipa K. Dicka, a mianowicie Człowieka z Wysokiego Zamku. Dlaczego powieść ta znajduje miejsce na niemal każdej liście najlepszych książek sci-fi wszech czasów (na naszej też)? Przekonajmy się.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to Człowiek z Wysokiego Zamku Rebisu, jest, bez żadnych wątpliwości, jedną z najlepiej wydanych książek, jakie czytałem. Piękne rysunki Wojciecha Siudmaka, wyczerpująca, bardzo ciekawa przedmowa Macieja Parowskiego trafnie zatytułowana Wszechświaty w szopie, wygodna czcionka tekstu i wysokiej jakości papier – naprawdę trudno oczekiwać czegokolwiek więcej.

Zanim zajmiemy się treścią powieści, wypada powiedzieć słów kilka o okolicznościach, w których została po raz pierwszy wydana (1962). W tym samym roku, kiedy Dick kończył już “Człowieka z Wysokiego Zamku”, między innymi: dobiegł końca proces zbrodniarza wojennego Adolfa Eichmanna, trwał kryzys kubański, ZSRS zamontował u wybrzeży USA wyrzutnie pocisków atomowych, w Europie postawiono mur berliński, a Sowieci i Amerykanie zaczęli wysyłać sondy kosmiczne. Burzliwe czasy nie przeszkodziły jednak rozwojowi sztuki nowoczesnej w Stanach Zjednoczonych (chociażby Jackson Pollock, czy Andy Warhol) i literatury – to właśnie wtedy pojawiły się takie dzieła jak na przykład Kantyczka dla Leibowitza Waltera Millera (według mnie jedna z najlepszych powieści sci-fi wszech czasów), Kocia kołyska Kurta Vonneguta, czy właśnie Człowiek z Wysokiego Zamku – dzieła niewątpliwie, przynajmniej do jakiegoś stopnia, zainspirowane tamtymi czasami.

Czego może się spodziewać czytelnik sięgający po powieść Philipa K. Dicka? Na to pytanie wybornej odpowiedzi udziela Maciej Parowski w swoim wstępie do Człowieka z Wysokiego Zamku. Pozwolę sobie zacytować:

Prawie na pewno będzie tam zapis psychicznych katastrof spotykających w stosunkach z dominującymi kobietami słabego mężczyznę o bujnym życiu wewnętrznym. Spodziewać się należy wieloznaczności światów, w których granice między rzeczywistością, transem, halucynacją, przepowiednią i jej spełnieniem zostaną zatarte…

Warto też wspomnieć, że w czasie pisania Człowieka z Wysokiego Zamku, Philip K. Dick posiłkował się księgą I-cing, chociażby w trakcie wyboru rozwiązań fabularnych. Podobnie jak sam pisarz, tak i jego bohaterowie niejednokrotnie korzystać będą z pomocy Wyroczni.

Czas na konkrety – w świecie Człowieka z Wysokiego Zamku to Niemcy i Japonia wygrali II Wojnę Światową. Jest rok 1962. Morze Śródziemne zostało osuszone i zamienione w pole uprawne,  a mieszkańcy Afryki albo ulegli eksterminacji, albo poddawani są przerażającym eksperymentom. Na ulicach objętych niemiecką okupacją stoją piece krematoryjne, a egzekucje to dla mieszkańców chleb powszedni. W tym wszystkim Niemcom udaje się jednak odnosić coraz większe sukcesy na polu naukowym – nowe materiały, podbój kosmosu (dotarli już na Marsa), lekarstwa etc.

Pomijając “tutaj” i “teraz”, wpatrują się w bezkresną, czarną, niezmienną dal. A to ma katastrofalny wpływ na życie.

Nieco inaczej sytuacja ma się w terenach okupowanych przez Japonię (między innymi USA) – mniej tutaj brutalności, ale też osiągnięć naukowych. Pozornie bezwartościowe przedmioty (takie jak chociażby zegarek z Myszką Miki), poszukiwane są przez kolekcjonerów, fascynujących się “dawną kulturą”. To właśnie w podbitych przez Japonię Stanach Zjednoczonych (głównie w San Francisco) ma miejsce akcja Człowieka z Wysokiego Zamku.

W trakcie lektury tak czytelnik, jak i bohaterowie powieści, wielokrotnie mają jednak wrażenie, że coś tutaj jest nie tak. Dlaczego? Jednym z powodów może być ciesząca się dużą popularnością, zakazana na terenach objętych niemiecką okupacją książka Utyje szarańcza Abendsena. Według niej, to państwa Osi przegrały Wojnę – wciąż nie jest to jednak rzeczywistość znana z naszych czasów. Co mają znaczyć wizje bohaterów? Jaką rolę w tym wszystkim odegra powieść Abendsena? O tym będziecie musieli przekonać się sami.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno.

Podobnie jak w wielu innych swoich powieściach, tak i w Człowieku z Wysokiego Zamku, Dick kwestionuje samą rzeczywistość, podejrzewa, że coś gdzieś poszło nie tak i teraz żyjemy w spaczonej iluzji. Antyki Roberta Childana to podróbki, bohaterowie często posiadają fałszywe tożsamości (wręcz absurdalnie wyraźnie jest to pokazane na przykładzie Joego Cinnadelli), czytelnik ma do wyboru aż trzy możliwe rzeczywistości, a sam Człowiek z Wysokiego Zamku, okazuje się nie być tym dokładnie tym, kogo spodziewaliśmy się spotkać. Myślę, że warto przytoczyć tutaj teorię Hugh Everetta, którą, między innymi, inspirował się Philip K. Dick. Głosi ona, że istnieje wiele alternatywnych wersji historii, egzystujących obok siebie.

Wszyscy jesteśmy owadami. Zmierzamy po omacku ku czemuś strasznemu lub boskiemu.

W swojej powieści Dick zderza swoich bohaterów (tak jak i czytelników) z przebłyskami rzeczywistości i pozwala im samym zdecydować o tym, co jest prawdą, a co nie. Jak łatwo się domyślić, w powieści tej nie dostajemy jasnego, konkretnego zakończenia. Może w nieco mniejszym stopniu niż chociażby w Gnieździe światów Huberatha, ale tutaj też to od czytelnika zależy, jaki będzie finał lektury.

Nie mógł w to uwierzyć. Nawet jeżeli wszelkie życie na naszej planecie ulegnie zagładzie, musi istnieć jakieś inne życie, o którym nic nie wiemy. To niemożliwe, żeby nasz świat był jedyny; muszą istnieć inne, niewidoczne dla nas, w jakichś innych miejscach lub wymiarach, których nie postrzegamy naszymi zmysłami.

Dick bardzo wyraźnie pokazuje do jakich absurdów prowadzi wojna, nie ogranicza się w tym jednakże tylko jej skutków w “naszym świecie” – zło może zepsuć, okaleczyć całą rzeczywistość, w której później przychodzi nam żyć.

Podsumowując:

Człowiek z Wysokiego Zamku Philipa K. Dicka to zasłużenie jedna z najbardziej uznanych książek fantastyczno-naukowych. Wspaniale skonstruowana fabuła, subtelne wskazówki trzymające czytelnika w ciągłej niepewności i naprawdę niepowtarzalny klimat, to według mnie największe zalety tej powieści. Jeśli jesteście fanami fantastyki albo po prostu lubicie ambitną literaturę – gorąco polecam Człowieka z Wysokiego Zamku.

Ocena: 10/10

PS. Jaka jest Wasza ulubiona książka Philipa K. Dicka?

Chcielibyście zostać patronami Fantasmarium i pomóc nam w dalszym rozwijaniu portalu? Gorąco zapraszamy do odwiedzenia naszego profilu w serwisie Patronite:



Kategorie:Klasyka, Książki, Sci-fi, Zagraniczna fantastyka

Tagi: , , , , , , , , ,

5 replies

  1. Z twórczością P.K.Dicka spotkałem się jakiś czas temu. O ile „Człowiek…” był dla mnie ciekawą lekturą to chyba jeszcze żadna książka nie wstrząsnęła tak moją rzeczywistością jak „Valis”. Dick w jakiś przedziwny sposób zawarł w niej prawdy dotyczące istnienia tytułowego tworu i uczynił to tak, że rzeczywistość przez kilka kolejnych dni wracała do treści lektury. Przykładowo (dla osób znających treść), niewinne oglądanie reklam w telewizji zaowocowało mocnym nokautem, gdy słowa pozornie nie mające związku utworzyły frazę ” Król Feliks”(i chodziło o kota).
    Ostatecznie boję się sięgnąć po kolejną książkę tego autora, bo o ile magia tego typu literatury jest silna, to obawiam się, że w końcu może okazać się, że sam jestem tylko bohaterem jakiejś książki.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Wstyd przyznać, ale nie czytałam żadnej z książek Dicka. Mam w planach Blade Runnera, nawet kupiłam go parę miesięcy temu, ale wciąż się zbieram, bo jednak sci-fi to średnio moja bajka i nielekko mnie przeraża 😉

    Polubienie

Zostaw komentarz...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: