Na granicy (2016; reż. Wojciech Kasperski)

Osadzony w Bieszczadach klaustrofobiczny test dojrzałości. 

Na zewnątrz jest mroźno. Rodzina, na której perypetiach koncentruje się film, też niespecjalnie ogrzewa atmosferę. Ojciec Mateusz (Chyra) i dwójka synów Janek i Tomek (Bielenia i Henriksen) wjeżdzają coraz głębiej w las, śnieg pada niemiłosiernie, w radiu stopniowo zanika sygnał, a incydent z potrąceniem sarny wyraźnie nam demonstruje, że nie ma pomiędzy nimi takiej bliskości i wzajemnego respektu, jakiego moglibyśmy się spodziewać. Wszechobecna zima mogłaby robić za całkiem trafną metaforę ich emocji wobec siebie – bardzo, bardzo chłodnych.

Historii chłopców próbujących wcisnąć się w buty dorosłości mamy na pęczki. Jednak bardzo mało z nich obiera je ze społecznych ograniczeń w taki sposób, w jaki robi to pełnometrażowy debiut Wojciecha Kasperskiego, izolując głównych bohaterów w pięknym, choć bezlitosnym terenie z dala od cywilizacji. Bracia wraz z ojcem po długim marszu przez Bieszczady w końcu docierają do celu swojej wędrówki. Sprawy jednak dość szybko zaczynają się komplikować, gdy na drugi dzień dostrzegają nieznajomego (Dorociński), ledwo idącego w stronę ich chaty, ciągnącego za sobą ślady krwi i kilka mrocznych decyzji nieznanych jeszcze żadnemu z naszych bohaterów. Dociera na miejsce, ostatkami sił wypowiada kilka słów i pada z wycieńczenia.

Mateusz, pauzujący od swoich obowiązków strażnika, to twardy gość. Dorastający w czasach ‚przed-technologicznych’, na ucieczkę wybrał sobie miejsce głęboko odizolowane, z dala od zgiełku miasta i zmieniającej się struktury społecznej. Jest wściekły na talię kart, jakie rozdało mu przeznaczenie. Jego synowie są bardziej miastowi niż on. Młodszy – Tomek jest powściągliwy i posłuszny ojcu. Natomiast starszy – Janek bywa strasznie uparty, jeśli chodzi o bycie zgodnym ze swoim tatą. Nie jest w stanie sprostać wymaganiom ojca, by okazać litość zwierzęciu, używając  przemocy we wcześniej wspomnianym incydencie na drodze. Odmawia również w machnięciu kielicha z własnym ojcem i bratem. Odmawia tradycji, która odgrywała dużą rolę w życiu Mateusza i jego współpracowników podczas służby, konsekwencją czego jest dość nieprzyjemny wieczór. Sponiewieranie autorytetu ojca osiąga apogeum, gdy pod jego nieobecność uwalnia z kajdanek nieznajomego Konrada, przykutego wcześniej do łóżka dla bezpieczeństwa (Chyra wraca po śladach Konrada by sprawdzić, co jest powodem niespodziewanej wizyty i co tak naprawdę zaszło). Dorociński w tej roli jest świetny i momentami tylko on ciągnie film. Jest pełny demonicznego wdzięku i wrogiej siły, która niezależnie od kręgosłupa moralnego bywa odbiciem jego egoistycznej natury. Hipnotyzuje swoim odrażającym charakterem. Jego dłonie lepią psychikę Janka na nowo, gdy ten z mięczakowatego nastolatka staje się prawdziwym mężczyzną. Dzięki niemu Bielenia jest w stanie odłożyć na bok swoją cichą kontemplację na rzecz emocjonalnej eksplozji. 


Kasperski i Żal (odpowiedzialny za zdjęcia) zmieniają główną lokację, w której dzieje się akcja – podstarzałą chatę na odludziu – w prywatny Labirynt Minotaura Janka. Praktycznie żadne światło nie dociera do pomieszczeń czy korytarzy chaty, które dopiero teraz przybierają postać krętych, ślepych uliczek labiryntu. Jedyne, co się dostaje przez szpary w drewnianych, odpadających z zardzewiałych gwoździ deskach to ciężki odcień chłodnego niebieskiego koloru. Jakby chłód połączył siły z nocą i za wszelką cenę chciał się dostać do środka. Uzbrojony nie tylko w pewność siebie i latarkę Konrad ma przewagę nad chłopcami, którzy bez ojca czują się zagubieni. Jednak to nie ludzki odpowiednik Minotaura jest prawdziwym testem dla Janka. Testem jest przezwyciężenie własnych nerwów i opanowanie szalejących instynktów, gdy przetrwanie toczy bój z moralnymi przekonaniami chłopaka. 

Narracja Na granicy jest prostolinijna, lecz nie dokonuje łatwych wyborów, które uczyniłyby ją tak banalną jak w filmach akcji. Zamiast tego utrzymuje intensywność, której wymagamy od samego początku. Zwraca większą uwagę na bohaterów w trakcie momentów podejmowania decyzji, poprzez prawie intymne oświetlenie planu filmowego. Dzięki temu nie czujemy się jak widz siedzący na krzesłach w pierwszym rzędzie, tylko jak ktoś, kto jest tam z nimi twarzą w twarz w momencie, gdy śmierć zaczyna pukać w drewniane drzwi chaty.

Nie da się zaprzeczyć, że reżyser ma talent. Jeżeli tak wygląda jego pełnometrażowy debiut, nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, w którym kierunku pociągnie swoją filmografię. Może postać Janka jest napisana troszkę słabo, przez co łapałem się na momentach, że kibicowałem temu, któremu kibicować się nie powinno. Może Andrzej Chyra jest nieobecny, bo przez cały film idzie w jednym kierunku, a potem wraca, by pojawić się na ostatnie kilka minut. Ale to nie ma być film o nim. To ma być film o przetrwaniu; szybkim, brutalnym dorastaniu i dylematach moralnych. I taki właśnie jest.



Kategorie:Filmy

Tagi: , , , , , ,

Zostaw komentarz...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: