Horror Draculi (1958; reż. Terence Fisher)

Filmy o Quatermassie i Frankensteinie były wcześniej, to właśnie jednak pierwsze wcielenie się Christophera Lee w rolę najpopularniejszego wampira wszech czasów ugruntowało pozycję wytwórni Hammer i to tutaj zaczęła się przygoda z prawdziwym obliczem horroru. Zgaście światło, by nie psuć sobie nastroju. Zapalcie świeczkę, by go wzbogacić. Wyłączcie wszystko, co może odwrócić Waszą uwagę i zacznijcie czytać. To właśnie tym filmem Terence Fisher zredefniował Hrabiego Draculę na kilka przyszłych dekad. 

 

Początkowo oburzenie i zniesmaczenie towarzyszyły premierze wyrafinowanemu wyobrażeniu reżysera, który według publiczności i fanów wampira z Transylwanii zbeszcześcił mit Drakuli. Dzisiaj natomiast interpretacja obrazu Fishera to filmowy klasyk i jeden z dwóch filarów (drugi to Klątwa Frankensteina wydany rok wcześniej), na których wytwórnia zbudowała swój sukces.

Trzeba jednak przyznać, że przy współczesnych filmach (odpowiednich tematycznie) Horror Draculi wygląda trochę statecznie i przez dzisiejsze kino sprawia wrażenie poskromionego. Chociaż w momencie wydania wprowadzał kilka istotnych rzeczy do przesiąkniętego już nieco kinem klasy B gatunku. Po pierwsze: kolor – seria o Drakuli spod ręki wytwórni Universal lat 30. i 40. XX wieku była czarno-biała i oferowała naprawdę znikome ilości krwi. Hammer na przekór uderzyła w niesamowicie żywe kolory. Korzystając ze świetnego, wiktoriańskiego instynktu reżysera, zabarwiła bezbłędnie obraz w porównaniu do czarno-białych odcieni noir wytwórni Universal i pozwoliła krwi lać się swobodnie. Po drugie – wytwórnia Hammer wprowadziła kluczowy element, a mianowicie: seksualność. Hrabia Brama Stokera to wytworny, patrycjuszowski uwodziciel podkopujący pełne samozadowolenia wiktoriańskie społeczeństwo, poprzez wywieranie zgubnego w skutkach, zmysłowego wdzięku na niewinnych służących i cnotliwych żonach. Tutaj angaż Christophera Lee (pierwszego Brytyjczyka grającego rolę Draculi) było trafną decyzją. Wysoki na ponad dwa metry, z lekko egzotycznym wyglądem (jego matka była Włoszką), wysoce melodyjnym barytonem, Lee zaczął emanować seksualnością, której brakowało u jego poprzedników. Zagrał Draculę jeszcze sześć razy,  żadna z tych kreacji jednak nie przebiła jego debiutu w tej właśnie roli. Scenarzysta Jimmy Sangster dokonuje dość istotnych odstępstw od powieści źródłowej – brak Renfielda i wątpliwy dobór lokacji. Nie przeszkadza to ani trochę w czerpaniu przyjemności z grozy którą film emanuje, i to jest w tym wszystkim najlepsze. 

Udając bibliotekarza Jonathan Harker (Jonh Van Eyssen), podróżuje do zamku Hrabiego Drakuli (Christopher Lee), by unicestwić go raz na zawsze. Gdy próba ta zawodzi, jego przyjaciel Dr Van Helsing (świetny Peter Cushing) postanawia dopaść wampira, nim ten zdąży zacząć mścić się na rodzinie Harkera. 

Jak widać, ta wersja mitu o Drakuli nie zestarzała się dobrze i współcześni widzowie mogą zarzucić filmowi wolne tempo. Wydaje mi się, że to tylko i wyłącznie działa na dobro klimatu. Bezustannie mrożący krew w żyłach, pełen grozy pierwszy występ Drakuli w kolorze jest jednym z jego najlepszych. Pewne wybory fabularne są takie, a nie inne ze względu na niski budżet (nie uświadczymy tu zmiany wampira w nietoperza), nie zmienia to jednak faktu, że wszystko, co się dzieje na ekranie, jest jakby rodem z koszmaru. Niemalże perfekcyjne detale (obserwacja zamku Drakuli przez Harpera, bardzo klimatycznie przeprowadzona) powodują, iż atmosfera naprawdę robi się niepokojąco chłodna. Co można powiedzieć o Christopherze Lee wcielającego się w rolę Drakuli? Na pewno przywraca on erotyzm, którego brakowało we wcześniejszych wersjach (szczególnie tam, gdzie zagrał Bela Lugosi). Główny bohater efektownie zmienia się z arystokratycznego gospodarza zamku w żądną krwi bestię dosłownie w mgnieniu oka. Z lekko ponad tuzinem linii dialogowych pojawia się w najmniej spodziewanych momentach filmu, a te są szczególnie dramatyczne i robiące wrażenie. 

Tak samo dobrze prezentuje się Peter Cushing w roli Van Helsinga. Magnetyzuje nas swoją obecnością. Jest o wiele mniej agresywny niż krzykacz Tony’ego Hopkinsa i znajduje się lata świetlne od bohatera filmu akcji zagranego przez Hugh Jackmana. Postać Cushinga – dedykująca swoje całe życie poznawaniu wiedzy na temat wampirów – jest idealnym przeciwnikiem dla ukazującego ociekające krwią kły szlachcica. Powracając do swoich ról jeszcze kilka razy w coraz to słabszych sequelach, Cushing i Lee spotkali się dopiero w Dracula A.D. 1972. Nie warto jednak pamiętać o żadnych z tych filmów – ich pojedynek najlepszy jest właśnie tutaj. 

Świeczka z pewnością się jeszcze pali, w pokoju cały czas jest cicho. Nie zmarnujcie tego. To idealny nastrój, by poznać dzieło Fishera i kreację genialnego Christophera Lee. Idealny, by poznać klasykę kina, przedmiot inspiracji wielu dzisiejszych horrorów. Kończąc ten tekst, mam ciarki na plecach. Zazdroszczę Wam pierwszego spotkania z Hrabią, zazdroszczę pierwszego nasiąknięcia tym klimatem, którego w dzisiejszych czasach nie da się podrobić. Czy Horror Draculi jest arcydziełem wytwórni Hammer? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo dobrym tematem do debaty. Nie ma jednak wątpliwości, że dzięki temu filmowi wytwórnia znalazła swoje prawdziwe gotyckie podłoże. A taki kamień milowy w filmowej historii wampiryzmu i przede wszystkim historii kina trzeba poznać.

Jeśli po seansie nie dość Wam wampirów to zapraszam do świetnego artykułu o ich historii i godnych poznania pozycjach w literaturze i filmie. Link znajduje się tutaj



Kategorie:Filmy

Tagi: , , , , , , ,

Zostaw komentarz...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: