„Nie ma wędrowca” (Wojciech Gunia) – recenzja

Po jak dotąd bardzo dobrych doświadczeniach z “Biblioteką Grozy” wydawnictwa C&T (“Wendigo i inne upiory” oraz “Opowieści o duchach”), postanowiłem sięgnąć kolejny tytuł z tej serii, a mianowicie “Nie ma wędrowca” Wojciecha Guni. Warto wspomnieć też, że książka ta została niedawno nominowana do “Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego” za rok 2016 – oczekiwania miałem zatem spore. Jak było w rzeczywistości? Czy “Nie ma wędrowca” zasłużyło na wydanie w tej samej serii co książki Algernona Blackwooda, czy M.R. Jamesa? Przekonajmy się.

 

Na początek słów kilka o kwestiach technicznych. Pod tym względem, jak zwykle, książki C&T nie zawodzą. Grafika z okładki idealnie pasuje do treści książki, delikatnie pożółkły papier umila czytanie, a “Kilka wyjaśnień” od samego pisarza znajdujących się na końcu książki  to bardzo miły dodatek. Uwagę warto też zwrócić na tylną okładkę – kilka zdań na temat fabuły powieści i jej autora, patroni medialni i tyle. Nie znajdziemy tutaj niemiłosiernie przesadzonych pochwał od kolegów po fachu, nieszczerych recenzji, czy zapowiedzi “ponadczasowego dzieła” – czytelnik ma możliwość sam ocenić książkę, bez narzucania mu żadnych innych opinii. Według mnie, tak to właśnie powinno wyglądać. Przejdźmy zatem do samej treści “Nie ma wędrowca” Wojciecha Guni.

Młody mężczyzna, poszukując ciszy i samotności, postanawia porzucić swoje dotychczasowe życie w mieście i przyjąć posadę stróża nocnego w położonym na odludziu tartaku zwanym Bazą. Bardzo szybko dowiaduje się jednak, że jego poprzednicy odchodzili w dziwnych okolicznościach, a samo nowe miejsce pracy też kryje pewne tajemnice. Jakie? O tym będziecie musieli przekonać się sami.

Na początku książki Wojciechowi Guni bardzo dobrze udaje się budować atmosferę tajemniczości – bohater zachowuje się tak, jakby coś ukrywał, a “Baza” sprawia wrażenie idealnego miejsca akcji horroru, sama akcja natomiast wydaje się początkiem sennego koszmaru. Potem jest już niestety tylko gorzej.

Oniryczna atmosfera bardzo szybko znika, a jej miejsce zastępuje… no właśnie, co? Czytając “Nie ma wędrowca” niejednokrotnie odniosłem wrażenie, że autor nie ma pomysłu, na czym oprzeć jej fabułę – są tutaj elementy grozy, jak na mój gust trochę przeintelektualizowane filozoficzne wywody Roszczuka (przypominające zdecydowanie mniej ciekawą wersję filmu “Sunset Limited”) , w tle jakaś tajemnica, czy główny bohater z niezbyt jasną przeszłością, ale połączenie tych elementów wydaje się po prostu sztuczne. Zamiast wciągającej historii z dreszczykiem, otrzymujemy, według mnie, niestety nudną historię.

Warto wspomnieć, że pierwotnie “Nie ma wędrowca” miało być dosyć długim opowiadaniem, inspirowanym historią rzezi wołyńskiej (ostatecznie wątek ten pojawia się, ale w nieco zawoalowany sposób). Dopiero później zapadła decyzja o zrobieniu z niego krótkiej powieści – co, według mnie, nie było dobrą decyzją. Uważam, że gdyby skupić się na jednym wątku, chociażby historii Roszczuka i zawrzeć ją w krótszej formie literackiej, wynik okazałby się zdecydowanie lepszy.

Na plus powieści Wojciecha Guni należy zaliczyć natomiast elegancki, staranny język – szczególnie dotyczy to opisów zimowych krajobrazów, które robią wrażenie. Nie raz przywodziły mi one na myśl chociażby opowiadanie “Wendigo” Algernona Blackwooda. Ciekawie prezentowały się też elementy grozy – znikające dzieci, czy krwawiące drewno, szkoda, że nie było ich więcej. Z chęcią przeczytałbym “czystą”powieść grozy tego autora.

Nie podobało mi się również, że nieco po macoszemu zostały potraktowane postacie poboczne – krótka forma, krótką formą, ale tutaj bohaterowie drugoplanowi tylko i wyłącznie irytują. Szczególnie dotyczy to według mnie Dębniaka, który kilkukrotnie odgrywa rolę Szecherezady i opóźnia przekazanie istotnych informacji przy pomocy “kiedy indziej ci opowiem” – tyle że o ile wspomnianej księżniczce takie zachowanie miało ocalić życie, o tyle u pracownika tartaku nie ma najmniejszego sensu.

Podsumowanie:

Niestety książka Wojciecha Guni “Nie ma wędrowca” była dla mnie sporym rozczarowaniem. Opowiadana historia nie wciąga, a do bohaterów nie sposób się przywiązać albo nawet poczuć do nich jakąkolwiek sympatię. Największym plusem powieści jest na pewno jej staranny, dopracowany język. Czy wystarczy to jednak, aby polecić ją polecić? Według mnie nie.

Ocena: 4/10

Czytaliście? Co Wy sądzicie o o powieści Wojciecha Guni?



Kategorie:Horror, Książki

Tagi: , , , , ,

3 replies

  1. Według mnie ocena trochę za niska, ale fakt – po książce nominowanej do nagrody Grabińskiego spodziewałem się nieco więcej.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Aż skomentuję (pierwszy raz).

    Ciebie książka zawiodła, a mnie rozwaliła. Ale to może kwestia podejścia. Guni nie czyta się raczej dla rozrywki. Kto czytał „Powrót”, który jest tak z 10 ton cięższy w odbiorze (i trochę lepszy IMO) to wie.

    Ciekawe że jako słabe punkty uznałeś niemal wszystko, co czyni te powieść wyjatkową. Brak ciekawej historii? Ja bardzo przezywałam wewnętrzną walkę Roszczuka i śledztwo w jego sprawie. To, co pod koniec okazało się o bohaterze, spowodowało, że chciało mi się płakać. Nienawidziłam go i jednocześnie bardzo mu kibicowałam, by swoje winy odkupił.

    Brak fajnych postaci? Tak, nie ma tu sympatycznych postaci. Są za to niesamowicie ludzkie, pełne wewnętrznych konfliktów, tragiczne.

    Przeintelektualizowane? Myślę że jak na skomplikowanie tematu bardzo przystępne. Ja dopiero po Nie ma wędrowca zainteresowałam się tym, co o ludzkiej tożsamości mówią filozofie wschodu albo wspolczesna neuronauka np. Metzinger.

    Po prostu oczekiwałeś innej książki. Natomiast czysty gatunkowo horror to zdecydowanie nie ten autor. „Powrotu” unikaj bo się udusisz.

    Polubione przez 1 osoba

    • Powiem tak, do „Nie ma wędrowca” podchodziłem po lekturze innych książek z „Biblioteki grozy” i spodziewałem się czegoś na podobnym poziomie przystępności. „Powrotu” natomiast nie czytałem.

      Jeśli chodzi o historię – kwestia gustu w takim razie. Ja się niestety nie wciągnąłem.

      Co do postaci – jak dla mnie były one właśnie mało autentyczne i może między innymi dlatego, nie kupiłem samej fabuły.

      O ile sama książka nie zainspirowała mnie do zgłębienia tematu, po Twoim komentarzu na pewno to zrobię. Jestem natomiast fanem przedstawiania skomplikowanych problemów, w prosty sposób (oczywiście, o ile jest to możliwe). Dobrym przykładem jest dla mnie tutaj chociażby Vonnegut – ciężka, mocna tematyka, a czyta się lekko.

      Zgadzam się w pełni z Twoim podsumowaniem – oczekiwałem czegoś innego i w dużej mierze stąd niska ocena.

      PS. „Aż skomentuję (pierwszy raz).” – zachęcam do robienia tego częściej, z chęcią poznam Twój punkt widzenia.

      Polubienie

Zostaw komentarz...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: