„Wendigo i inne upiory” (Algernon Blackwood) – recenzja

Po moich ostatnich udanych przygodach z horrorem (opowiadania H.P. Lovecrafta i “Slade House” Davida Mitchella), postanowiłem sięgnąć po prawdziwego klasyka tego gatunku – Algernona Blackwooda. Słyszałem dużo pozytywnych opinii na temat zbioru “Wendigo i inne upiory” z serii “Biblioteka Grozy”, dlatego właśnie za niego się zabrałem. Czy utwory Blackwooda dalej straszą, czy może nie przetrwały próby czasu? Przekonajmy się – zapraszam do lektury recenzji.

Tradycyjnie przyjrzyjmy się kwestiom technicznym. Okładka utrzymuje się w konwencji pozostałych tytułów z serii “Biblioteka grozy” i prezentuje się całkiem nieźle (dobrze oddaje charakter twórczości Blackwooda), papier jest dobrej jakości (na co ostatnio szczególnie zwracam uwagę), a już samą lekturę umilają ilustracje Antoniego Sobeckiego. Warto zwrócić też uwagę na specjalnie dla tego wydania napisany wstęp Marka Nowowiejskiego, pozwalający nam dowiedzieć się co nieco o Blackwoodzie, jego inspiracjach oraz całej twórczości. Samych opowiadań w “Wendigo i inne upiory” znajdziemy trzynaście.

Na początek przydałoby się napisać słów kilka o samym autorze. Algernon Blackwood, jest jednym z autorów, którzy obok Sheridana Le Fanu i Arthura Machena, odegrali kluczową rolę w rozwoju literatury grozy XX wieku. Był człowiekiem mocno związanym z naturą, dużo podróżował po świecie i najczęściej to właśnie wycieczki do egzotycznych miejsc inspirowały jego twórczość. Pod wieloma względami przypominał on Roberta E. Howarda – również nienawidził cywilizacji i uważał, że powinniśmy zacząć żyć bliżej natury i powrócić do roli prostych dzikusów.

Opowiadaniami ze zbioru “Wendigo i inne upiory”, które zrobiły na mnie największe wrażenie, były na pewno “Wierzby”, “Wendigo” i “Sekretny kult”. To pierwsze zostało zainspirowane wycieczką kajakową Blackwooda. Na jednej z wysepek na którą trafił wraz z przyjacielem, “wierzby zdawały się ich dusić, pomimo silnego wiatru”. Rok później na tej samej wysepce znaleźli rozkładające się zwłoki, zaczepione o korzeń drzewa. W “Wierzbach” autorowi udało się stworzyć mroczną, gęstą atmosferę wyobcowania i podkreślić, jak potężna i tak naprawdę niezbadana jest Natura. Jest to jeden z głównych motywów przewijających się w większości utworów Blackwooda – to nie zjawiska nadprzyrodzone, czy goście z innych światów są prawdziwym zagrożeniem, ale otaczająca nas przyroda, z którą w bardziej lub mniej świadomy sposób, jesteśmy w stanie wojny. Ze wszystkich opowiadań zawartych w zbiorze, to właśnie “Wierzby”, według mnie, najlepiej przetrwały próbę czasu – wciąż są w stanie przestraszyć czytelnika.

“Wendigo”, drugi z najbardziej znanych utworów autora, utrzymany jest w podobnej konwencji. Znów mamy ludzi, którzy wdzierają się do królestwa Natury i spotykają się z jej pierwotną manifestacją, czymś nieznanym i przerażającym. Podobnie jak w przypadku “Wierzb”, także i tutaj Blackwood bardzo dobrze oddaje wyobcowanie swoich bohaterów na nieznanym terenie, gdzie to już nie człowiek jest władcą.

Moją uwagę zwróciło też opowiadanie “Sekretny kult”. Narastające napięcie, ciężki klimat i subtelne odkrywanie przed nami historii (chociażby wstawki o czarownicach) sprawiają, że  jest to pozycja obowiązkowa, dla każdego fana horroru. Właśnie tutaj przedstawiony zostaje też ,mogący budzić skojarzenia z Solomonem Kanem, John Silence. Niestety, już w “Sekretnym kulcie” możemy zetknąć się z jedną z największych, według mnie, wad trapiących twórczość Algernona Blackwooda – nadmierne wydłużanie akcji oraz niepotrzebne objaśnianie wydarzeń.

Problem ten pojawia się, w większym bądź mniejszym stopniu, w niemal każdym z utworów zawartych w zbiorze “Wendigo i inne upiory” (wspomina o tym również Marek S. Nowowiejski w swoim wstępie). Blackwood momentami burzy atmosferę napięcia i tajemniczości, zbędnymi objaśnieniami (przykładem może być tutaj końcówka “Sekretnego kultu”, czy “Drugie skrzydło”). Autorowi zdarzają się również dłużyzny (niektóre fragmenty “Wendigo”, czy “Pradawna magia”) i przydługie opisy, które miałem ochotę po prostu pominąć.

Podsumowanie: “Wendigo i inne upiory” jest niestety bardzo nierównym zbiorem opowiadań. Oprócz świetnych utworów takich jak “Wierzby” i “Wendigo”, po które prędzej czy później powinien sięgnąć każdy fan literatury grozy, znajdziemy tutaj też nękane dłużyznami “średniaki”, takie jak “Drugie skrzydło” i “Pradawna magia”, czy, według mnie, po prostu kiepskie, jak “Urok śniegu”. Nie wszystkim opowiadaniom Algernona Blackwooda udało się przetrwać próbę czasu, jednakże z przynajmniej częścią z nich na pewno warto się zapoznać. Nie polecam jednak tej pozycji na rozpoczęcie przygody z horrorem.

Ocena: 5.5/10



Kategorie:Horror, Klasyka, Książki

Tagi: , , , , ,

2 replies

  1. „Wierzby” – rzeczywiście niepowtarzalny klimat.*
    *należę do tych wrażliwych osób, które miały po nich koszmary 😛
    A co do zbioru – faktycznie średni.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: