„Grimm City” (Jakub Ćwiek) – recenzja

Lekturą która towarzyszyła mi w czasie ostatniego weekendu, spędzonego w urokliwej leśniczówce w Szklarskiej Porębie, było “Grimm City” Jakuba Ćwieka. Nie czytałem innych książek tego autora, więc była to dla nas swoista pierwsza randka. Jak wyszło? Czy warto zapoznać się z ponurym miastem Grimm City? Przekonajcie się sami.

grimm-city-cwiek-fantasmarium

Tradycyjnie zacznijmy od strony technicznej. Okładka jest ładna, klimatyczna, dobrze komponuje się z samą treścią lektury. Starannie wykonane ilustracje Piotra Sokołowskiego pojawiające się wewnątrz książki również uprzyjemniają czytanie. Bez zastrzeżeń.

W “Grimm City” Jakub Ćwiek serwuje nam klasyczny kryminał Noir, dlatego fani gatunku na pewno będą czuli się jak w domu. Akcja powieści dzieje się w brudnym (nie tylko w przenośni), niebezpiecznym mieście Grimm City, pełnym gangsterów, skorumpowanych policjantów, oportunistów żerujących na specyficznych zasadach rządzących tym światem oraz zwykłych ludzi, którzy po prostu znaleźli się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Wiodącą religią jest Bajanizm, uczący, że obywatele żyją w jednej wielkiej powieści ,składającej się jednak z setek tysięcy mniejszych, z których każda, niezależnie od stopnia skomplikowania, ma tylko jeden finał. Gdyby tego było mało, Grimm City, wedle legendy, zbudowane zostało na ciele olbrzyma, którego krew (ropa) jest systematycznie wydobywana (ceną tego jest bardzo popularna choroba – fossilia).

Muszę przyznać, że na początku lektury irytowało mnie nieco, że autor za bardzo chciał zrobić z Grimm City “Sin City”, a wzmianki o tym “jak bardzo niebezpieczne jest to miejsce” pojawiały się częściej, niż faktyczne dowody na to stwierdzenie. Później jednak akcja się rozkręca i miasto zyskuje oryginalny, naprawdę wyrazisty charakter. Od czego zaczyna się sama akcja powieści? W mieście zdominowanym przez trzy znane, “szanowane” gangi, pojawia (i to jak) nowy gracz, a bardzo dobrze znany obywatelom “Grimm City” inspektor Wolf zostaje brutalnie zamordowany. Czy uda się rozwiązać zagadkę jego śmierci? Kim jest nowy gracz? Jaka jest prawdziwa historia Wolfa? O tym będziecie musieli przekonać się sami.

Co do głównych bohaterów natomiast – mamy tutaj klasycznych twardych gliniarzy po przejściach – Evans i McShane, Alfiego – mało znanego muzyka, który znajdzie się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie, wiernego lokaja – Morta i wielu innych. Postacie przedstawione są w sposób ciekawy, jednakże w większości są to już “gotowe towary”, które nie będą zmieniać się w miarę postępu fabuły (no może z wyjątkiem Alfiego, któremu zdarzy się opuścić swoją “strefę komfortu” :)).

Na wyróżnienie zasługuje na  pewno bardzo ciekawy pomysł na Grimm City. Co jakiś czas, maszyny wydobywające krew giganta natrafiają na przeszkody, powodujące nagłe opady “smolistego deszczu”, co na jakiś czas paraliżuje jakikolwiek ruch i pozostawia miasto niemal w całości pomalowane na czarno. Zabawnym zabiegiem jest też na pewno wiele odniesień do innych historii, baśni i legend – głównymi kronikarzami bóstwa zwanego Bajarzem są Jakub i Wilhelm (Grimm), spotkamy urzędników Rumpela i Stinskina, burmistrzem jest Kilgore Trout, a jeden z głównych bohaterów pali papierosy Marii Laveaus (takich smaczków jest znacznie więcej).

Trzeba przyznać, że Ćwiekowi udało się stworzyć, ciekawą, wciągającą powieść noir, która pomimo iż na pozór może wydawać się nieco sztampowa, to wcale taka nie jest – “sowy nie są tym, czym się wydają” (ostatnio znowu zacząłem oglądać Twin Peaks). Do tego czyta się ją lekko i przyjemnie. Momentami czuć jednakże, że jest to wprowadzenie do dłuższego cyklu i według mnie, ucierpiało na tym między innymi zakończenie powieści.

Podsumowując: “Grimm City” jest ciekawą propozycją dla fanów gatunku noir (ale nie tylko), którą po prostu przyjemnie się czytało. Ciekawa historia, wiarygodni bohaterowie oraz oryginalny świat to z pewnością plusy tej powieści. Nie podobało mi się niestety rozwiązanie wybrane przez autora w zakończeniu książki oraz sam początek książki (o czym wspominałem już w recenzji). Nie jest to może lektura wybitna, ale zapewnia dobrą rozrywkę, dlatego z chęcią sięgnę po jej kolejny tom, kiedy tylko się ukaże.

Ocena: 6/10



Kategorie:Książki, Polska fantastyka

Tagi: , ,

6 replies

  1. Brzmi ciekawie. Ten cały Bajanizm zaś jest intrygujący. 😉

    Polubienie

  2. Ja za „Grimm City” wzięłam się zaraz po przeczytaniu „Kłamcy” tegoż autora. I pamiętam, że zostałam nieźle zaskoczona: jego debiutancka seria była taka „meh”. No OK, pomysł może fajny, czytało się lekko, ale to była po prostu grafomania 😉 Zaś w klimacie tej powieści świetnie się odnalazłam, dała mi kawałek dobrej rozrywki, „nie bolała”, jak „Kłamca”… i chyba na Lubimy Czytać dostała 9/10, głównie przez przeskok jeśli chodzi o sposób pisania autora oraz… chyba przez to, że akurat wtedy czegoś takiego mi brakowało 😀

    Polubienie

    • Tak jak napisałem, innych książek Ćwieka nie czytałem i muszę przyznać, że trochę mnie zniechęciłaś teraz. Co do „Grimm City” – ja miałem podobnie, akurat tego potrzebowałem. 🙂 Góry, kominek, śnieg sypiący za oknem i kryminał noir, dobre połączenie. 🙂

      Polubienie

Zostaw komentarz...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: