„Bramy Światłości” (Maja Lidia Kossakowska) – recenzja

 

Jedną z książek, które znalazłem w tym roku pod choinką, było pięknie zapakowane, recenzenckie wydanie pierwszego tomu “Bram Światłości” Mai Lidii Kossakowskiej. Czy był to dobry prezent i warto wracać do cyklu “Zastępy anielskie”? Przekonajmy się.

bramy-swiatlosci-fantasmarium-2

Przygodę z twórczością Kossakowskiej rozpocząłem dosyć niedawno – w grudniu przeczytałem “Żarna niebios” i byłem z nich bardzo zadowolony, dlatego też moje oczekiwania wobec “Bram Światłości” były stosunkowo wysokie. Zacznijmy jednak od strony technicznej. Okładka bardzo dobrze wpisuje się w cykl “Zastępy Anielskie” i buduje odpowiedni klimat przed rozpoczęciem lektury. Z tyłu książki znajdziemy natomiast krótki opis fabuły, bez zbędnych rekomendacji od innych autorów, czy też serwisów internetowych . Nie ma się do czego przyczepić – pozostaje rozpocząć czytanie.

Co zaś do samej fabuły – znów mamy okazję spotkać się z Daimonem Freyem, jego paczką archaniołów oraz Lucyferem i Asmodeuszem. Trzeba tutaj zaznaczyć, iż pomimo że “Bramy Światłości” są osobną historią i teoretycznie nie wymagają znajomości wcześniejszych tomów “Zastępów Anielskich”, to warto je przeczytać, gdyż na pewno ubogacą one nasze doświadczenie czytelnicze. Co stało się tym razem? Archanioł Razjel dostaje szokującą  wiadomość od swojej przyjaciółki – Świetlistej Seredy (znanej podróżniczki), która utrzymuje, że na odległym krańcu Stref Poza Czasem, wyczuła obecność Jasności. Nie pozostaje zatem nic innego, jak wysłać ekspedycję w te obszary i spróbować odzyskać kontakt z Panem. Na czele wyprawy staje Daimon (przynajmniej formalnie) i właśnie Sereda.

Warto zaznaczyć, że w “Bramach Światłości” Kossakowska zderza znany nam świat Gabriela i Lucyfera, z mitami i wierzeniami hinduskimi. Daimon i spółka spotkają bogów takich jak Bhairawa czy Szaszti, zmierzą się z demonami Rakszasami, spojrzą w Szczerbate Słońce i wiele innych.

Już po kilku rozdziałach mających miejsce w krainie Meru, przyszło mi na myśl skojarzenie z “Panem Światła” Zeleznego i muszę przyznać, że bardziej podobała mi się przygoda w świecie hindu, opisana przez Panią Maję (jest, według mnie, bardziej przystępna dla czytelnika).

Duże wrażenie zrobiły na mnie opisy Stref Poza Czasem wraz z ich królestwami oraz demoniczni Rakszasowie. Księga Razjela, korzystająca z “wirtualnej rzeczywistości” też była świetnym pomysłem. 🙂 Trudno coś zarzucić fabule “Bram Światłości” – widać, że została przemyślana i po prostu wciąga.

Jeśli chodzi o bohaterów – brylują oczywiście Daimon i jego wierna boska bestia Piołun (sceny z nimi należą na pewno do najlepszych w książce), niedaleko (ale też nie blisko) za nimi są Lucyfer i Asmodeusz. Bardzo podobały mi się opisy interakcji pomiędzy aniołami – zamiast “postaci na siłę złączonych przez fabułę”, otrzymujemy wiarygodne, kumpelskie relacje, za których stworzenie autorce należy się duży plus.

Chyba jedyną znaczącą, nową bohaterką wprowadzoną w “Bramach Światłości” jest Sereda, która pomimo iż nie rzuca na kolana (a czasem nawet irytuje), to generalnie jest miłym dodatkiem.

Szczególnie przypadł mi natomiast do gustu nowy, duży wątek dotyczący Lucyfera, o którym z chęcią napisałbym znacznie więcej, jednakże musiałbym się wtedy uciec do spoilerów. Powiem tylko, że jest on intrygujący i stawia tę postać w nieco innym świetle. Będę czekał na rozwój tego wątku w kolejnym tomie. 🙂

Przejdźmy na chwilę do wad “Bram Światłości”. Jak już wcześniej wspomniałem fabuła jest przemyślana i dobrze rozpisana, jednakże przyczepiłbym się do jednego wątku (postaram się nie spoilować) – pobyt w haremie dzikiego, podłego bóstwa powinien być dla uwięzionych kobiet strasznym, traumatycznym przeżyciem. W powieści jest jednak inaczej i można mieć wrażenie, że nie było to wiele gorsze doświadczenie, niż weekend w hotelu z niewygodnymi łóżkami. Pomimo iż jedna z bohaterek nazywa swój pobyt w haremie jako “koszmar”, to po prostu nie widać tego w jej zachowaniu. Ponadto wydaje mi się, autorka nieco zbyt często koncentrowała się na opisie oczu Daimona, co momentami trochę rozbijało akcję.

Podsumowując:  Nasi ulubieni bohaterowie z wcześniejszych części cyklu zostają wrzuceni w piękny, magiczny świat mitów i wierzeń hinduskich, gdzie każdy będzie musiał zmierzyć się nie tylko z demonami hindu, ale i z samym sobą. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, jak zwykle w przypadku Kossakowskiej, a naprawdę mocne zakończenie sprawia, że trudno się doczekać kolejnego tomu. “Bramy Światłości” to dobra lektura, po którą warto sięgnąć (szczególnie, jeśli jest się fanem wcześniejszych części “Zastępów Anielskich”).

Ocena: 6.5/10



Kategorie:Książki, Polska fantastyka

Tagi: , , , ,

2 replies

  1. Również nie możemy doczekać się kolejnej części i mamy tylko nadzieję, że Maja Lidia Kossakowska nie będzie kazała nam czekać na nią aż tak długo. Świetna recenzja! 🙂

    Polubienie

Zostaw komentarz...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: