„Krew i stal” (J.Łukawski) – recenzja

front_krew_i_stal_180116-645x1024

Niedawno zakończyłem lekturę debiutanckiej powieści Jacka Łukawskiego – “Krew i stal”. Jest to pierwszy tom planowanej serii “Kraina Martwej Ziemi”. Bardzo wysokie oceny na portalach książkowych oraz pochlebne recenzje ze strony szanowanych pisarzy wystarczyły, żeby zachęcić mnie do zakupu (ok, ładna okładka jak zwykle też odegrała pewną rolę). Czy było warto?

W wyniku potężnego i bardzo niebezpiecznego zaklęcia część świata opisywanego przez Łukawskiego zamienia się w tak zwaną martwą ziemię (albo martwicę) i tworzy magiczną, nieprzekraczalną granicę. Ponad sto lat po tym wydarzeniu, wpływ czaru zaczyna słabnąć i grupa żołnierzy pod dowództwem lorda Aurissa wyrusza na poszukiwanie cennego artefaktu, który może zdecydować o losie królestwa. Wszyscy giną jednak bez śladu i konieczne jest rozpoczęcie misji ratunkowej. Tutaj właśnie zaczyna się akcja “Krwi i stali”. Oddziałem dowodzić ma doświadczony wojownik Dartor, a dobrą radą służyć mu będzie Arthorn – wydający się przyjmować rolę głównego bohatera powieści.

Niestety, fabuła “Krwi i stali” jest sztampowa i przypomina nieco niskobudżetową grę RPG, a bohaterowie są mało oryginalni – mamy doświadczonego wodza, który planuje wyruszyć na ostatnią wyprawę, młodego, ukrywającego coś (niezbyt skutecznie) wojownika, zdradliwego mnicha (który od początku niezamierzenie ociera się o śmieszność), czy księcia, którego knowania są aż do bólu oczywiste. Postacie są do siebie bardzo podobne i nie zapadają w pamięci, a relacje między nimi nie budzą emocji.

Autor zdecydował się również na stylizację języka używanego w powieści tak, aby imitował średniowieczną gwarę, co zakończyło się, według mnie sukcesem. Łukawski zręcznie operuje słowem, opisy walk są bardzo fachowe, można się domyślić, że ma on doświadczenie w temacie walk na miecze. Jest to duży plus książki.

“Krew i stal” wpisuje się w panującą od jakiegoś czasu modę na wykorzystywanie mitów i wierzeń słowiańskich. Być może trend ten spowodowany jest wzrostem popularności “Wiedźmina” (ale tylko książki, odnosząca sukcesy na całym świecie gra przecież nie może mieć z tym nic wspólnego), a może wyczerpania wcześniej wykorzystywanych inspiracji – nie mam pojęcia. Nie można jednak zapominać, że samo umieszczenie w książce strzygi, czy porońca, nie zastąpi dobrze skonstruowanych postaci, czy wciągającej fabuły (a mam wrażenie, że coraz częściej to właśnie jest główny problem naszych autorów).
Pod koniec powieść staje się nieco bardziej interesująca. Wydarzenia nabierają tempa, dostajemy solidną zapowiedź wydarzeń, których możemy się spodziewać w drugim tomie “Krainy Martwej Ziemi”, a fabuła zaczyna zmierzać w jakimś konkretnym kierunku. Dzieje się to jednak, według mnie, nieco za późno.

Podsumowując – nie zgadzam się z powszechną opinią, że “Krew i stal” była bardzo dobrym debiutem w wykonaniu Jacka Łukawskiego. Książka ma oczywiście swoje zalety (które pozwalają mieć nadzieję, że kolejne części będą lepsze), jednakże zostały one, według mnie, przejaskrawione przez prasę i serwisy branżowe, które przy okazji pominęły najważniejsze jej wady – sztampową fabułę czy mało oryginalne postacie. Przed zakupem tego, czy następnego tomu “Krainy Martwej Ziemi”, zachęcam do przeczytania fragmentów dostępnych w Internecie, a nie opinii na tylnej okładce.

Ocena: 4.5/10



Kategorie:Książki, Polska fantastyka

Tagi: , , ,

2 replies

  1. Chyba czytaliśmy dwie różne książki. Ta Krew jest naprawdę fajna, a kontynuacja, którą właśnie skończyłam, jeszcze lepsza 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: